Na tegoroczne kajakowe miniwakacje zdecydowałyśmy się spłynąć niezbyt znaną i teoretycznie średnio atrakcyjną rzeczką, jaką jest Bzura.
Musiałyśmy czekać aż do sierpnia żeby w końcu wybrać się na kajak. Niby tylko 4 dni ale wystarczyło na spływ spokojną i przyjemną rzeką, jaką jest Słupia.
W tym roku odrobinę później, bo dopiero w lipcu odkurzyłyśmy Bajdarkę. Aż nie chce się wierzyć, że dopiero w połowie lata ruszyłyśmy na spływ kajakowy.
Po czterodniowym spływie Szlakiem Michała Kajki i noclegu na Ekomarinie w Piszu, oddałyśmy Badylka do poleconego nam warsztatu mechanicznego (odpalił bez problemu). Tym samym rozwiązał nam się problem znalezienia parkingu na kilka dni spływu Pisą. Póki co postanowiłyśmy nie zawracać sobie głowy kwestią samochodu. Zapakowałyśmy Bajdarkę i wyruszyłyśmy na Pisę z jeziora Roś.
Tysiąc pomysłów na spędzenie długiego weekendu w kajaku i brak zdecydowania do ostatniej chwili - to całe my. Wtorkowy wieczór zaowocował wreszcie jednomyślnością - jedziemy na Piławę.
Podczas tegorocznego pobytu na lagunie weneckiej (link) nasz namiot zaczął przeciekać. Po bliższych oględzinach okazało się, że taśmy przy części szwów poodklejały się, zamki zaczęły puszczać a podłoga jest poprzecierana i z lekka zaczyna świecić dziurami.
Nie planowałyśmy w tym roku uczestniczyć w weneckim święcie wioślarzy - Vogalondze, jednak po krótkich namowach znajomych, organizujących tegoroczny wyjazd (linki do poprzednich postów: Wenecja kajakiem 2016, Wenecja kajakiem 2017) , decydujemy się do nich dołączyć.
Namiot został okazyjnie kupiony w 2007 r. jako prawie nowy przy okazji kompletowania sprzętu na rowerową wyprawę po Bornholmie. Chodziło o to, żeby był lekki, kompaktowy, łatwy w obsłudze no i oczywiście tani.
Niespodziewanie nadszedł czerwiec i czas urlopu. Jak zwykle nie mamy nic zaplanowane, chociaż wiemy, że chcemy spędzić urlop w kajaku. Początkowy pomysł spływu Narwią odpada ze względu na zbyt małą ilość czasu. Poza tym chcemy jakiegoś urozmaicenia.
Zimna tegoroczna wiosna nie pozwala nam cieszyć się sezonem kajakowym tak jak byśmy tego chciały. Dlatego w pierwszy wolny, cieplejszy weekend wyskakujemy z Bajdarką na Pętlę Konwaliową. Stan wody w tym roku jest dość wysoki więc mamy nadzieję na domknięcie pętli. Nie było nam to dane od dwóch lat.
Zapowiada się upalny, słoneczny weekend. Jedziemy więc spontanicznie do Krępska koło Piły popływać kajakami. Jedzie z nami koleżanka. Nic nie planujemy. Na miejscu zobaczymy co i jak.
W tym roku postanowiłyśmy odbyć lekki, łatwy i przyjemny spływ po "familijnej" rzece, jaką jest Brda. W trakcie spływu okazało się, że nie taka ona lekka i łatwa ale bezsprzecznie piękna i godna nazwy "królowej kaszubskich rzek".
Wydawało się to niemożliwe, a okazało się dość proste.
Do Wenecji jedziemy w 6 osób dwoma samochodami. Wyjeżdżamy w piątek po południu, na miejscu jesteśmy w sobotę rano. Zostawiamy samochody na parkingu w Passo Compalto, wodujemy kajaki w porcie i płyniemy na pobliską wyspę gdzie rozbijamy obóz na kilka dni.
Po opłynięciu Pętli Toruńskiej w 2012 r. (link do posta) pozostał w nas duży niedosyt Wisły. Wystarczyło wtedy spędzić trzy dni na naszej największej rzece, żeby zauroczyć się jej niepowtarzalnym pięknem. Postanowiłyśmy więc przepłynąć ją w całości, standardowo od pierwszego kilometra żeglownego.
Aby tradycji stało się zadość wybieramy się na szlak konwaliowy. W Wieleniu rozkładamy Bajdarkę, zostawiamy samochód i wodujemy się na jeziorze. Płyniemy jeziorami i kanałami do Samotni.
Wielka Pętla Wielkopolski kajakiem to temat, nad którym zastanawiałyśmy się już od jakiegoś czasu. Postarałyśmy się więc o trzy tygodnie urlopu w najcieplejszym miesiącu roku, zgromadziłyśmy potrzebne do wyprawy rzeczy, 12 lipca zwodowałyśmy Bajdarkę (nasz kajak składany) w Śremie na Wartę i rozpoczęłyśmy naszą przygodę.



















