Islandzka przygoda

lipca 26, 2018


6 bab i 1 Pajero - tak w skrócie można opisać naszą ekipę wyprawową. Pomysł na wyjazd powstał zupełnie spontanicznie, a że spontany zawsze sprawdzają się najlepiej to nasza przygoda od razu została skazana na powodzenie.
Prowodyrką wyprawy była znajoma - Natalia, która tekstem "słuchajcie, są z Wrocławia tanie loty na Islandię" podkręciła nas a my na to żartem rzuciłyśmy jej nonszalanckie "jedziemy!". Żart jednak okazał się całkiem realny i w szybkim tempie zaczęły się rozległe przygotowania i odliczanie dni do wyjazdu. Tych przygotowań było naprawdę sporo. Począwszy od  wstępnego zaplanowania trasy, uzupełnienia i wymiany sprzętu outdoorowego, zaopatrzenia się w odpowiednią na islandzkie warunki pogodowe odzież, wypożyczenia samochodu, założenia wspólnego konta walutowego, po zakup nowego namiotu na ostatnią chwilę. Tak naprawdę było tego o wiele więcej, a Islandia niepostrzeżenie, niczym wirus, wdarła się we wszystkie nasze myśli i życie codzienne.


Kiedy nadeszła wreszcie ta chwila, zapakowałyśmy wszystkie sprzęty w jeden wspólny, olbrzymi bagaż rejestrowany, a na drugi dzień mknęłyśmy już w przestworzach prosto do NIEJ.

 

Z lotniska odebrała nas firma, w której zaklepałyśmy naszą zieloną smoczycę (Mitsubishi Pajero). Po krótkich formalnościach w ich biurze, zapakowałyśmy ją po sufit i ruszyłyśmy ku naszej islandzkiej przygodzie. A konkretnie do Reykjawiku na pierwszy nocleg bo godzina była już dość późna, mimo iż wcale nie było tego widać. To bardzo dziwne uczucie, kiedy nocą nie robi się ciemno. Można łatwo stracić orientację. Człowiek się zastanawia czy to nadal dzień czy może już noc.


Nasze standardowe obozowisko - 2 namioty + smoczyca, w której objęciach spały 2 dziewczyny

Nasz plan zwiedzania Islandii zakładał poruszanie się tylko w jej południowej części. Zdawałyśmy sobie doskonale sprawę, że 10 dni to stanowczo za mało żeby objechać wyspę dookoła. Nie ma sensu zwiedzać w wariackim tempie i pobieżnie dawkować sobie przyjemność obcowania z islandzką przyrodą. Tak naprawdę przez te 10 dni i tak przegapiłyśmy lub pominęłyśmy mnóstwo ciekawych miejsc, bo niemożliwością jest zobaczenie wszystkiego.




Miałyśmy dosłownie kilka żelaznych punktów programu, takich "totally must see", a cała reszta była zwyczajną improwizacją. Czyli dokładnie tak jak lubimy. Najfajniejsze było jednak to, że cała grupa niezbyt dobrze znających się osób, zgrała się ze sobą w fajny sposób. Każdy był nastawiony na podobny styl zwiedzania.

Pole geotermalne Seltún w okolicy Krisuvik
To miejsce, gdzie dymiące gorące źródła i gotujące się błoto tworzy niesamowitą barwę kolorów. Krajobraz daje wrażenie jakby było się na innej planecie. Unosi się tutaj intensywny zapach siarki, który przypomina woń zgniłych jaj. Zwiedzanie Seltún ułatwiają drewniane kładki i tarasy widokowe.

  



Klify Krýsuvíkurberg
Czarne klify rozciągające się się na długości ok. 15 km i opadające urwiskiem na wysokość 40m to piękny punkt widokowy i siedlisko ok. 60 tys. ptaków morskich, które rok rocznie przybywają tu na lęgi - głównie mew, nurzyków i okazjonalnie maskonurów. Do klifów wiedzie wyboista droga po lawowych polach. Panujący tu klimat nie jest zbyt gościnny ze względu na wiejące gwałtowne wiatry.


 



Islandia okazała się dokładnie taka jak ją sobie wyobrażałyśmy, a nawet przekroczyła nasze wyobrażenia. Bo nie da się przejechać obojętnie obok zielonych, trawiastych gór wyrastających prosto z płaskiej, wulkanicznej ziemi, spadających kaskadami wodospadów, omszałych pól zastygłej lawy, stad owiec czy koni przechadzających się na ciągnących się po horyzont pastwiskach.

Eyrarbakki - klimatyczna rybacka miejscowość, niegdyś jedno z największych miast Islandii

 Selfoss  

 Selfoss  - pole campingowe

 
 Landeyjahafnarvegur


Czarna plaża to i muszle czarne


Wodospad Seljalandsfoss
Seljalandsfoss jest jednym z najbardziej znanych wodospadów na Islandii. Ma 65 metrów wysokości i zapiera dech w piersiach. Woda spada tu z wysokiego klifu, będącego fragmentem dawnej linii brzegowej. Specjalną ścieżką można zajść go od tyłu i oglądać świat zza wodnej kurtyny. Koniecznie należy uzbroić się w foliową pelerynę i chronić sprzęt fotograficzny przed zamoknięciem.





Wodospad Gljúfrabúi 
Gljúfrabúi, znajduje się bardzo blisko Seljalandsfoss. Nazwa oznacza "Mieszkaniec wąwozu". Ma on 40m wysokości, a przed nim znajduje się duża skała, niemal całkowicie zasłaniająca go. Zwiedzanie Gljúfrabúi to odmienne przeżycie od zwiedzania Seljalandsfoss. Jeśli w rzece nie ma zbyt dużo wody i nie boisz się skakać po śliskich kamieniach to można przedostać się do wnętrza wąwozu, prosto do wodospadu. To piękne i mistyczne doznanie, szczególnie kiedy wejdziesz tam samemu.



Seljavallalaug - opuszczony basen w górach
Seljavallalaug to basen niezwykły. Jest geotermalnym kąpieliskiem wybudowanym w pięknej górskiej dolinie, pośród zboczy Eyjafjöll, nad górską rzeką. Aby do niego dotrzeć przespacerować trzeba od parkingu ok. 20 min. malowniczą trasą. Woda w Seljavallalaug ma latem temperaturę około 33-34°C. Należy jednak pamiętać, że to miejsce dzikie. Podobno jest czyszczony przez wolontariuszy raz w roku ale niektórzy i tak mają opory z tym, czy zdecydować się na kąpiel. Jednak pomimo tego, że z czystością tutaj nie jest najlepiej, to woda w basenie cały czas cyrkuluje. Z jednej strony wpływa termalne źródełko, z drugiej woda uchodzi do rzeki. Poza tym, jeśli komukolwiek przydarzyłyby się kłopoty ze zdrowiem, to wiadomość obiegłaby cały kraj, a dotychczas nic takiego nie miało miejsca. 

   




Główna droga nr 1 była raczej pusta, a kiedy z niej zjeżdżałyśmy to miałyśmy wrażenie jeszcze większego wyalienowania. A przecież południe kraju to najbardziej ludna część Islandii. Jak więc musi wyglądać północny jej kawałek? Będziemy musiały się o tym przekonać następnym razem.







Obecności ludzi doświadczałyśmy głównie na campingach, gdzie zjeżdżałyśmy zazwyczaj grubo po 22.00, kończąc intensywny dzień. Również przy głównych atrakcjach nie brakowało turystów. Wodospad Skogafoss, Seljalandsfoss, Gulfoss, gejzery, półwysep Dyrholey, klify, czarne plaże, diamentowa plaża, laguna lodowcowa. Wszędzie tam było sporo turystów ale na drogach czy w górach czuło się raczej pustkę tego kraju o surowym klimacie.

 Camping w Vik

 Kościół w Vik

Camping Kirkjubær

Camping Landmannalaugar

Wodospad Skógafoss 
Kolejny bardzo widowiskowy wodospad, widoczny z głównej drogi numer 1. Wysoki na 60 metrów i szeroki na 25 metrów. Można wdrapać się po schodach na sam szczyt, skąd roztacza się widok na okolicę i gdzie zaczyna się najpopularniejszy szlak turystyczny Islandii. Wzdłuż ścieżki turystycznej prowadzącej do Eyjafjallajökull znajduje się wiele wodospadów w przeróżnych rozmiarach i kształtach, rozsianych na przestrzeni kilku kilometrów. 




 

Półwysep Dyrhólaey
Dyrhólaey to niewielki skalisty półwysep, położony w pobliżu miejscowości Vík, w której miałyśmy camping. Dyrhólaey dzieli się na dwie części - wyższą i niższą. Na wyższym poziomie czeka na nas zapierający dech w piersiach widok we wszystkich kierunkach. Na północy widać lodowiec Mýrdalsjökull, na wschodzie widać piękne czarne lawowe skały Reynisdrangar, na zachodzie można zobaczyć niekończące się czarne wybrzeże. Przed półwyspem znajduje się wielki, spektakularny czarny łuk lawy, który dociera do morza. Ma 120m wysokości i można po nim się przespacerować jeśli nie ma się lęku wysokości i nie wieje porywisty wiatr. Tam też znajduje się duża latarnia w kształcie zamku. 
W dolnej części można zobaczyć niezwykle ciekawy kamień o nazwie Arnardrangur "Orla skała". Skała wywodzi swoją nazwę od gniazdujących niegdyś w skale orłów. W okresie wiosenno-letnim, który jest sezonem lęgowym Dyrhólaey ma ograniczony dostęp. Życie ptaków w okresie letnim  rozkwita i można zobaczyć tu piękne maskonury, do których my niestety szczęścia nie miałyśmy. Gniazduje tu również arktyczna rybitwa, która bywa agresywna, chroniąc gniazda. Widziałyśmy też mnóstwo edredonów.


 
  Lodowiec Mýrdalsjökull




Edredon

 Rybitwa arktyczna

 Mewy gniazdujące w szczelinach skalnych

Arnardrangur


  Reynisdrangar

 

  Czarna plaża - Reynisdrangar



Islandia to raj dla ornitologów, ze względu na ogromne ilości ptasich lęgów, które się tu odbywają. Rzadko spotykane w Polsce gatunki ptaków widziałyśmy tu na każdym kroku, np ostrygojady, kuliki, bekasy, alki. Bardzo zależało nam na sfotografowaniu maskonurów ale o tej porze roku zamieszkują one pobliskie wyspy. Trzeba by tam dopłynąć promem, na co niestety nie miałyśmy już czasu.

 Kulik mniejszy

 Popularny widok - owce chroniące się w zagłębieniach przed wiatrem
 
Ostrygojad

Nurzyki polarne

Pardwa górska

Islandia sprawia wrażenie jakby ląd dopiero co się uformował. Magma z wulkanów zastygła, gejzery jeszcze dymią a lodowce topią się i spływają rzekami do oceanu. Czasami zatrzymywałyśmy się po prostu żeby popatrzeć na roztaczający się przed nami krajobraz albo powłóczyć się po okolicy.

Rozległe pola lawowe na trasie 


Kanion Fjaðrárgjlúfur
Fjaðrárgljúfur jest mało znany i przez to wiele rzadziej odwiedzany przez turystów. Spotkałyśmy tu zaledwie kilka osób. Jego piękno i izolacja sprawiają, że jest to wymarzone miejsce dla lubiących fotografować. Chociaż dolina powstała dopiero pod koniec ostatniej epoki lodowcowej - około 10 000 lat temu, podłoże skalne jest tutaj o wiele starsze, datowane na dwa miliony lat. Wąwóz został utworzony przez wypływ z lodowatego jeziora, które odgarniało miękki kamień i pozostawiło tylko bardziej odporne skały. Kanion ma około 100 metrów głębokości i 2 km długości, za jego ściany usiane są wieloma wodospadami. Można spacerować górą kanionu wzdłuż grzbietów lub dołem doliny. 

 




 
Camping Kirkjubær

 Wodospad Fossálar

Droga do laguny lodowcowej 

Jökulsárlón Glacier Lagoon 
Jökulsárlón to jezioro w południowej Islandii, znajdujące się pomiędzy Höfn i Skaftafell. Powstaje z wody z topniejącego lodowca Vatnajökull. Jezioro powiększyło się czterokrotnie od 1970 roku i nadal rośnie. Obecnie zajmuje powierzchnię 18,2 km2, ma głębokość 248 m i jest najgłębszym jeziorem w Islandii. To jeden z najbardziej niesamowitych cudów natury na świecie. Zachwyca olbrzymią rozległością i niepowtarzalnym pięknem. Majestatyczne góry lodowe, niektóre wielkości olbrzymiego bloku mieszkalnego przedzierają się przez ogromną lagunę do Oceanu Atlantyckiego. Każda z nich ma unikalny kształt, a ich lśniąca biel jest prześwietlona jasnymi, niebieskimi i zielonkawymi odcieniami. Jedną z atrakcji turystycznej jest tu pływanie statkami, pontonami czy kajakami pośród gór lodowych. Na naszych oczach jedna z takich gór pękła i rozpadła się, tworząc olbrzymie fale, tuż po tym jak przepłynęły obok niej kajaki. 
 
 

   
 
Lodowiec Jökulsárlón

Diamond Beach
Czarna plaża Diamond w Jökulsárlón jest prawie tak samo sławna, jak sama Laguna. Po dotarciu na wybrzeże oczom ukazują się kawałki lodu, które zostały wypolerowane przez morze i utknęły na czarnej plaży. W słońcu błyszczą się i wyglądają jak prawdziwe diamenty! Plaża oferuje jeden z najbardziej surrealistycznych widoków, jakie kiedykolwiek widziano. Wiele z tych lodowych piękności wypływa wprost na słone i dzikie fale Atlantyku. To niesamowite wrażenie potrzymać w rękach pradawny lód.


 

     



 Grófafoss - Ciekawy wodospad wypływający z wnętrza skały, do którego idzie się wśród łubinowcyh pól


 Park Narodowy Skaftafell - endemiczne skarłowaciałe brzozy islandzkie - ścieżka prowadziła do wodospadu Svartifoss - Black Falls - najbardziej oszałamiającego wodospadu na świecie. Swój charakterystyczny wygląd zawdzięcza ciemnym, bazaltowym, sześciobocznym filarom, które ciasno pokrywają jego ściany. Niestety ze zwykłego zamotania, gapiostwa i nie doczytania informacji nie dotarłyśmy do niego, czego nie potrafimy sobie darować.

Þjófafoss  - jeden z wodospadów na ścieżce Skaftafell   

Hundafoss -  jeden z wodospadów na ścieżce Skaftafell   


Niesamowitą przygodę przeżyłyśmy trafiając przez czysty przypadek na ukryty w pobliskich górach klejnot południowej Islandii - Þakgil. Już sam dojazd do campingu dostarczył nam nieziemskich wrażeń. Prowadzi do niego zjawiskowa górska, kręta droga, z której możemy podziwiać piękne widoki, rzekę Múlakvísl i południowe wybrzeże. Rzeka Múlakvísl to rzeka lodowcowa, która pochodzi z lodowca Höfðabrekkujökull. W oddali widać przylądek Hjörleifshöfði stojący samotnie na piaszczystych równinach.

 Rzeka Múlakvísl i przylądek Hjörleifshöfði

Þakgil leży pomiędzy lodowcem Mýrdalsjökull a rozległymi piaskami Mýrdalssandur w Höfðabrekkuafréttur. Þakgil nazywany jest też "Kanionem dachowym", ponieważ panująca tu pogoda jest bardzo przyjemna, a otaczające góry dają schronienie przed nieustannym wiatrem. Wygląda on jak oaza, piękna zielona dolina otoczona dziwnie uformowanymi, spiczastymi górami. Góry pokryte są aksamitnie zielonym mchem. Można tu doznać resetu i poczuć się totalnie oderwanym od rzeczywistości.


 



W Þakgil znajduje się pole namiotowe, na którym można obozować lub wynająć niewielki domek sosnowy. Na terenie kempingu znajduje się wspólna jadalnia, która mieści się w jaskini! Są tam stoliki, ławki, kominek i grill. Do ścian przymocowane są świeczniki, dzięki czemu jaskinia może być oświetlona w nocy. Kemping jest czynny od 1 czerwca do 31 sierpnia.



Pomimo, że od pobliskiego lodowca wiał zimy wiatr spędziłyśmy w jaskini przemiły wieczór, a następnego dnia wybrałyśmy się na całodniowy trekking czerwonym szlakiem przez góry (obszar Mælifell) i kawałek lodowca. Ów trekking okazał się naszą prawdziwą islandzką przygodą. Czymś nieoczekiwanym, czymś nie z tego świata, mistyczną podróżą.


Trasa wiodła totalnym bezdrożem i gdyby nie krótkie kolorowe tyczki (jak na zdjęciu poniżej) wytyczające ścieżkę z pewnością byśmy się zgubiły. Widoki podczas całego trekkingu były zjawiskowo piękne i różnorodne, jakby żywcem wyjęte z filmów. Kręcono tu zresztą Grę o Tron. Sceneria przechodziła od czarnych piasków, do fluorescencyjnych zielonych mchów i jaskrawoczerwonych śniegów. Nie sposób tego opisać słowami. Tam trzeba po prostu pojechać i samemu tego doświadczyć.

 
 
   
 

 
 
   

W końcowym etapie szlak prowadził bardzo stromą granią. Potrzeba było wiele odwagi, przełamania się i pokonania olbrzymiego lęku wysokości by nią przejść. Dodatkowo za granią ciągnęło się strome osuwisko. Na koniec, kiedy myślałyśmy, że już po wszystkim musiałyśmy przeprawić się kilka razy przez rzekę. Jednak jednomyślnie zgodziłyśmy się, że był to najpiękniejszy dzień naszego pobytu na Islandii. Postanowiłyśmy poświęcić mu osobny post, który powstanie jak znajdziemy chwilę czasu by go opisać.
   
 Ta grań - fot. Olimpia Anna 


 

Relieve z trekkingu czerwonym szlakiem

Sąsiedni kanion - Remundargil (fioletowy szlak na tablicy), jest ponoć jeszcze bardziej majestatyczny, więc może następnym razem i jego odwiedzimy.

Po takim intensywnym dniu postanowiłyśmy umilić sobie kolejny dzień kąpielą w rzece. Tak, tak w rzece! Ale nie była to zwykła rzeka. To była rzeka niezwykła bo gorąca, dająca wymarzony relaks zakwaszonym mięśniom. Zanurzyłyśmy się w niej i oddałyśmy totalnemu chillingowi. Niestety żadna z nas nie pomyślała o zaopatrzeniu się w piwko, które w takich okolicznościach przyrody smakowałoby wybornie.
Szlak, którym można dotrzeć do gorącej rzeki rozpoczyna się 4 km od centrum Hveragerði. Trasę tą trzeba pokonać pieszo. Najpopularniejszy szlak wiedzie przez Reykjadalur (is. - parująca dolina) w kierunku ogromnego obszaru geotermalnego wulkanu Hengill. Całość trasy ma ponad 3 kilometry stromymi podejściami. Co leniwsi mogą dotrzeć do rzeki konno. Gorąca rzeka łączy się w pewnym momencie z normalną, zimną rzeką. Dzięki temu można sobie wybrać, czy chcemy się wykąpać w bardzo ciepłej czy letniej wodzie (my wybrałyśmy to najbardziej gorące). Miejsce dostosowane jest do kąpieli - znajduje się tu drewniana kładka i przebieralnie.





 
 


Kolejnym naszym celem miał być wyczekiwany i wymarzony trekking w malowniczych górach tęczowych Landmannalaugar ale niestety nie było nam to dane. Rzeka zagrodziła jedyny dojazd do campingu, a szlaki nie zostały jeszcze otwarte z powodu roztopów i zalegającego wciąż śniegu. Samochody, które dostały się tam jeszcze poprzedniego dnia zostały uwięzione (my też miałyśmy dotrzeć tam dzień wcześniej). Zawiedzione obeszłyśmy okolicę i zrobiłyśmy kilka zdjęć z dołu. Podobno najlepiej przyjechać tutaj w sierpniu. To z pewnością kolejny mocny powód żeby powrócić na Islandię.

Trasa prowadząca do Landmannalaugar

 




 
  Na campingu znajduje się piękne gorące źródło, wypływające wprost z wnętrza skały




Wodospad Gullfoss
Gullfoss, czyli Złota Woda lub Europejska Niagara, to jeden z najbardziej znanych i popularnych wodospadów Islandii. Woda płynie z rzeki Hvita (Biała rzeka), która spada z dwóch kaskad w 32 metrową przepaść. W pogodne dni promienie słoneczne prześwietlają obłoki unoszącej się nad wodospadem wody, stąd nazwa złoty. Jest tak olbrzymi, że ludzie na jego tle wyglądają jak mrówki. 




Geysir Strokkur
Strokkur to najbardziej znany i największy czynny gejzer Islandii. Wybucha co 5-10 minut. Wyrzuca słup wody o średnicy 3 m. na wysokość 20-40m. Gejzer znajduje się w dolinie Haukadalur. Na terenie tego samego pola geotermalnego znajduje się również gejzer Geysir, a także mniejsze źródła geotermalne.

 



 




 Latarnia w Arkanes



Na koniec warto jeszcze wspomnieć o ciekawej islandzkiej roślinności, która łapie się wszelkich form życia i bardzo cieszy oczy. Począwszy od porostów po mchy i różnorodne, dziko-żyjące kwiaty, które spotkać można tu na każdym kroku.

Lepnica bezłodygowa

Wierzba karłowa





Łubin - jego ekspansja obejmuje całą wyspę, łubinowe pola są na Islandii wszechobecne 

Dębik ośmiopłatkowy





 
Dębik ośmiopłatkowy

Zawciąg nadmorski

Przed powrotem zwiedziłyśmy jeszcze Reykjavik, który wcale nie wygląda jak stolica. Udało nam się w końcu spróbować islandzkiej specjalności - zupy z barana i skosztować islandzkiego piwa Viking. Za resztę koron kupiłyśmy pamiątki dla bliskich.













Islandia pożegnała nas w piękny sposób - przyjemną słoneczną pogodą ostatniego dnia pobytu, tęczą i przepięknym zachodem słońca.




Ta cała podróż to była piękna Islandzka Przygoda. Zakochałyśmy się w tej wyspie bez opamiętania. To nieuleczalna choroba.

Islandia 11-21.06.2018 

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Rewelacja, jestem powalony...opisem i zdjęciami :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Urszula Adamska12 stycznia 2019 12:41

    Jak widać wypad bardzo się udał i dobrze. Też zbieram się aby odwiedzić Islandię bo jeszcze tam nie byłam. Aktualnie jestem na etapie wyrabiania karty https://www.igoriacard.com/karta-przedplacona-na-wakacje dzięki której będę mogła płacić za wszystko bezgotówkowo. Już nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram