Po czterodniowym spływie Szlakiem Michała Kajki i noclegu na Ekomarinie w Piszu, oddałyśmy Badylka do poleconego nam warsztatu mechanicznego (odpalił bez problemu). Tym samym rozwiązał nam się problem znalezienia parkingu na kilka dni spływu Pisą. Póki co postanowiłyśmy nie zawracać sobie głowy kwestią samochodu. Zapakowałyśmy Bajdarkę i wyruszyłyśmy na Pisę z jeziora Roś.
Umówiłyśmy się na majowy weekend ze znajomymi z Warszawy na objazdówkę dolnośląskich urbeksów. W dalszych planach miałyśmy Kłodzką Górę i Ruprechticky Spicak.
Tysiąc pomysłów na spędzenie długiego weekendu w kajaku i brak zdecydowania do ostatniej chwili - to całe my. Wtorkowy wieczór zaowocował wreszcie jednomyślnością - jedziemy na Piławę.
Podczas tegorocznego pobytu na lagunie weneckiej (link) nasz namiot zaczął przeciekać. Po bliższych oględzinach okazało się, że taśmy przy części szwów poodklejały się, zamki zaczęły puszczać a podłoga jest poprzecierana i z lekka zaczyna świecić dziurami.
Nie planowałyśmy w tym roku uczestniczyć w weneckim święcie wioślarzy - Vogalondze, jednak po krótkich namowach znajomych, organizujących tegoroczny wyjazd (linki do poprzednich postów: Wenecja kajakiem 2016, Wenecja kajakiem 2017) , decydujemy się do nich dołączyć.






