Wschód i zachód na Szrenicy

października 25, 2017


Ostatni jesienny weekend to szansa na realizację planu, o którym myślimy już od jakiegoś czasu. Chciałybyśmy wreszcie zobaczyć i sfotografować wschód słońca w górach.
A że jesteśmy leniwe i nie będzie chciało nam się wcześnie wstawać, mądrze byłoby zanocować w schronisku na górze i mieć ten świt w zasięgu ręki. W tym celu przyjeżdżamy w piątek późnym wieczorem do Szklarskiej Poręby. Nocujemy w naszym mikrokamperze na spokojnym parkingu pod miastem, a w sobotę rano wędrujemy kolorowym szlakiem w kierunku dolnej stacji wyciągu krzesełkowego.




Udaje nam się dotrzeć na czas i wjeżdżamy pierwszym kursem na Szrenicę. Zamierzamy nocować w schronisku "na glebie" ponieważ znalezienie wolnego pokoju bez odpowiednio wczesnej rezerwacji graniczy z cudem. Mamy więc ze sobą śpiwory, materace, statyw i parę innych potrzebnych rzeczy. Ciężko nam się z tym wszystkim władować w krzesełka ale niesienie tego na szczyt byłoby jeszcze cięższe.

 Pierwsza sekcja wyciągu - stok narciarski Puchatek

Druga sekcja wyciągu - Szrenica

Na szczycie bardzo wieje, a schronisko tonie w gęstej mgle. Trzęsiemy się z zimna więc od razu zakładamy na siebie dodatkowe warstwy.

Schronisko Szrenica 



W Schronisku rozgrzewamy się gorącą herbatą, zostawiamy nadbagaż, do którego wrócimy wieczorem i ruszamy na szlak. Naszym celem jest Panczawski Wodospad i Dolina Łaby. Idziemy czerwonym szlakiem, a koło świńskich kamieni skręcamy na żółty, którym idziemy do Voseckej Boudy. Na jej wysokości skręcamy na szlak zielony. Dalej z Mumlavskiej louki niebieskim i czerwonym prosto do Panczawskiego Wodospadu.


Większość trasy, ze względu na gęstą mgłę pozbawiona jest widoków ale za to panuje nieziemski,  mistyczny klimat.

 Trzy Świnki (Svinské kameny) 
 
Vosecká bouda 

Szlak zielony w większości biegnie zboczem góry, wąską kamienistą ścieżką. Jest to również szlak zimowy o czym świadczą porozstawiane tyczki.



Pierwsze widoki zaczynają się odsłaniać w okolicy Labskiej Boudy. Pojawia się szansa, że obejrzymy wodospad w całej jego okazałości. Ścieżka, która do niego prowadzi jest niezwykle malownicza. Rozpościerają się z niej przepiękne widoki na Łabski Dół i Dolinę Łaby. Bardzo wyraźnie widać stąd skaliste ściany kotła, z których wystają skalne grzędy. Słońce zaczyna nieśmiało przebijać się przez gęste chmury i mgłę, wydobywając z krajobrazu przepiękne jesienne kolory. Bardzo wyraźnie widać również wijącą się na dnie doliny Łabę.



 

Docieramy do największego wodospadu Karkonoszy. Panczawski wodospad robi na nas niesamowite wrażenie. Jego wysokość to 148m, a całkowita wysokość jego kaskad wynosi 250m. Położony jest po czeskiej stronie Karkonoszy w Panczawskim Kotle nad Doliną Łaby. Wspinamy się oczywiście na jego górną krawędź, na której znajduje się punkt widokowy. Rozpościera się stąd jedna z najbardziej zachwycających panoram na dolinę Łaby w całych Karkonoszach.




Wracamy i idziemy w stronę kolejnego wodospadu - Łabskiego, do którego można dojść niebieskim szlakiem z Labskiej Boudy. Łabski wodospad ma wysokość 20m, a całkowita wysokość jego kaskad wynosi 50m. Poniżej wodospadu rozciąga się Łabski Wąwóz, otoczony pięknymi skalistymi ścianami.


 Labska Bouda

 
Łabski wodospad (Labský vodopad)



W tym miejscu musimy zrewidować plany, ponieważ dalszy spacer Doliną Łaby w kierunku Szpindlerowego Młyna i z powrotem będzie zbyt długi. Nie zdążymy wrócić na zachód słońca i ominą nas najpiękniejsze widoki. Musimy niestety odłożyć ten plan i wybrać alternatywną trasę. Idziemy zielonym, a potem niebieskim szlakiem w stronę Czarnej Przełęczy. Po drodze robimy przerwę na obiad w Martinovej boudzie. Schronisko to położone jest na zboczu Wielkiego Szyszaka i należy do najstarszych schronisk w Karkonoszach. Z ciekawostek, według niektórych źródeł, to miejsce lat dziecięcych Martiny Navratilovej.



Martinova bouda   


Z Martinovej boudy idziemy niebieskim szlakiem na Czarną Przełęcz, z której skręcamy na szlak czerwony w kierunku Śnieżnych Kotłów.

 
   


Z trasy podziwiamy nadciągające i przykrywające Wielki Szyszak chmury. Kiedy zbliżamy się do Śnieżnych Kotłów oczom naszym ukazuje się nieziemski widok. Wieża przekaźnikowa tonie w chmurach. Wyłania się tylko chwilami, wygląda to po prostu bajecznie - jak byśmy uczestniczyły w jakiejś bajce fantasy. Cały spektakl trwa dosłownie kilka chwil, po czym chmury rozstępują się i kiedy dochodzimy do tarasu widokowego, po bajecznej scenerii prawie nic już nie zostaje. 

  


Postanawiamy jeszcze wejść na Wielki Szyszak, przez który prowadzi zimowa trasa. To druga najwyższa góra w polskiej części Karkonoszy. Od wschodniej strony można tam wejść po drodze składającej się z kamiennych płyt. Ustawiono na szczycie kamienną piramidę oraz posąg orła. Widać stąd najwyższy szczyt Karkonoszy – Śnieżkę, która tonie w białej pierzynie. Podziwiamy ze szczytu piękną inwersję. 



 Śnieżka





Wracamy na czerwony szlak i przyspieszamy kroku by zdążyć na zachód słońca. Niestety im bliżej Szrenicy tym gęściejsza mgła zaczyna spowijać góry.
  


 Łabski Szczyt

 
 Szrenica


 Twarożnik


Kiedy docieramy do schroniska widoczność jest praktycznie zerowa i nici z dzisiejszego zachodu słońca. Humor jednak poprawia nam wiadomość, że zwolnił się dla nas pokój dwuosobowy. Zamawiamy na kolację pyszne naleśniki z serem i jagodami - będąc na Szrenicy koniecznie trzeba ich spróbować. 


Następnego dnia wstajemy wcześnie i o świcie idziemy ze statywem i czołówkami na zdjęcia. Biorąc pod uwagę fakt, iż o tej porze roku słońce zaczyna wschodzić ok. 7:30, nie jest to wielki wyczyn. Udaje nam się zrobić kilka zdjęć ale okazuje się, że Śnieżne Kotły zasłaniają widok. Nie jest to dobra miejscówka. Fajnie byłoby być teraz np. na Szyszaku. 



 

 

Na koniec jeszcze kilka zdjęć z tarasu widokowego i zmarznięte uciekamy na śniadanie do baru. 




Po śniadaniu pakujemy się i ruszamy na szlak. Zapowiada się piękny dzień. Słońce jest już wysoko, jest bardzo ciepło, bezchmurnie i nie wieje. Wymarzona pogoda na jesienną wędrówkę. Dzisiejsza trasa ma być powtórzeniem trasy sprzed miesiąca (link tutaj), z tym że w odwrotnym kierunku. Musimy wrócić na Szrenicę po bagaż więc zbyt wielu możliwości wyboru tras nie mamy. Wędrujemy czerwonym szlakiem (Głównym Szlakiem Sudeckim) do Śnieżnych Kotłów. Po drodze podziwiamy piękne widoki. Jest tak gorąco, że idziemy w krótkich rękawach. Przy kotłach robimy sobie chillout i opalamy się na łące, podziwiając z daleka mieniący się w ostrym słońcu Panczawski Wodospad. 

   
 

 

 Widok na Łabski Szczyt i Szrenicę


 



Ze Śnieżnych Kotłów idziemy w dół rumowiskiem skalnym pod Wielkim Szyszakiem w kierunku Śnieżnych Stawków, nad którymi robimy sobie przerwę na lunch. Przed nami roztaczają się piękne panoramy Karkonoszy. 
   






Ze stawków idziemy dalej zielonym szlakiem do Schroniska pod Łabskim Szczytem. Trasa prowadzi trawersem wśród rumowisk nad przepaściami. Co jakiś czas mijamy drewniane kładki. 



 
 Schronisko pod Łabskim Szczytem a nad nim Szrenica



W Schronisku tłumy turystów. Nic dziwnego skoro pogoda taka piękna. W kolejce po picie stoimy ok. 20 minut. Gdyby nie to, że skończył nam się zapas wody, nie stałybyśmy w niej. Odpoczywamy chwilę i wracamy Mokrą Drogą wśród kosodrzewiny na Szrenicę. Trasę przecinają liczne strumyki a pod nami rozciągają się rozległe torfowiska. Wybudowano tu wiele drewnianych kładek, ułatwiających wędrówkę tym mokrym szlakiem. Bardzo podoba nam się ta trasa, ma jakiś taki swój wyjątkowy, troszkę tajemniczy klimat.







Na Szrenicę docieramy dość wcześnie. Zamawiamy jedzenie w schronisku (znów te pyszne naleśniki z serem i jagodami) i siadamy na tarasie widokowym, oczekując na zachód słońca. Co prawda nie ma chmur więc fajerwerków nie będzie.



W końcu pojawiają się piękne kolory. Robimy kilka zdjęć i po zachodzie od razu rozpoczynamy zejście czerwonym szlakiem w dół do parkingu. Łapiemy ostatnie odblaski światła a resztę trasy pokonujemy już w ciemnościach.

 




Ładujemy się do samochodu i uszczęśliwione mega weekendem wracamy do Leszna.

Szklarska Poręba, 14-15.10.2017

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram