Weekend w Sudetach

września 11, 2017


W czwartek wieczorem podejmujemy spontaniczną decyzję o krótkim wypadzie na szlaki górskie. Pakujemy więc szybko wszystko co niezbędne i w piątek po pracy zmierzamy do Szklarskiej Poręby. Mamy zamiar odświeżyć wspomnienia karkonoskich tras.
Okazuje się, że nie tak prosto znaleźć miejsce na postój nocny w Szklarskiej. Wszystkie miejskie parkingi są płatne całą dobę. Oczywiście świecą pustkami bo niby kto miałby na nich parkować w nocy. Znajdujemy ustronne i zaciszne miejsce blisko szlaku prowadzącego do wodospadu Kamieńczyka. Jemy kolację i kładziemy się spać w naszym "mikrokamperze". 


Rano jemy owsiankę i udajemy się na szlak. Początkowo idziemy czerwonym, za chwilę jednak skręcamy w odchodzący w lewo szlak zielony. Jest to wygodna, szeroka droga, która prowadzi wprost do schroniska Pod Łabskim Szczytem.






Po drodze przechodzimy pod wyciągiem na Szrenicę. Mijamy się z ludźmi robiącymi przesiadkę z pierwszej sekcji kolejki na drugą. Przypominamy sobie to miejsce z zimowego wypadu na narty (wyglądało wtedy tak).




Widok na Szrenicę

Kukułcze Skały

Borówczane Skały




Schronisko Pod Łabskim Szczytem



Przed nami wędrują dziarsko trzy niemłode panie. Spotykamy je w Schronisku Pod Łabskim Szczytem,  gdzie robimy małą przerwę na kawę  i pierogi z jagodami. Z racji obfitości schronisk w Karkonoszach nie taszczymy ze sobą jedzenia.  


Trzy turystki uraczyły się piwem i wpadły w szampański humor. Śmiejemy się razem z nimi z ich nastroju po wypiciu tego aż jednego piwa. Bardzo fajnie spotkać takie panie w starszym wieku, które wybrały się na wędrówkę zamiast siedzieć w kawiarni. Idziemy dalej zielonym szlakiem. Krajobraz zmienia się. Idziemy rumowiskami skalnymi z wielkimi głazami. 





Po jakimś czasie docieramy do Śnieżnych Stawów. Roztacza się stąd przepiękny widok na Śnieżne Kotły. Szkoda, że o tej porze dnia mamy je cały czas pod słońce. 


 Śnieżne Stawy

 Wielki Śnieżny Kocioł

Wspinamy się na nie niebieskim szlakiem, który pod Wielkim Szyszakiem łączy się z czerwonym Głównym Szlakiem Sudeckim. Ze Śnieżnych Kotłów można podziwiać panoramę z kilku tarasów widokowych. 


Wielki Szyszak








Przy Radiowo-Telewizjnym Ośrodku Nadawczym robimy małą przerwę na posiłek. 



Pomimo ciepłej pogody jest bardzo silny i zimny wiatr. Na szczęście mamy chusty i rękawiczki. Wędrujemy górskim pasmem w kierunku Szrenicy. Mijamy Łabski Szczyt i docieramy do rozdroża. Skręcamy na czeską stronę żeby za kilkaset metrów dotrzeć do źródła Łaby. Ta wielka rzeka zaczyna właśnie tutaj swój bieg. Umieszczono tu herby dwunastu miast przez które przepływa, min. Szpindlerowy Młyn, Hradec Kralove, Pardubice, Drezno, Magdeburg.






 

Skoro już tu jesteśmy grzechem byłoby nie odwiedzić jakiegoś czeskiego schroniska i nie spróbować lokalnego piwa. Kilometr dalej znajduje się Labska Bouda i tam też idziemy. Serwują znane piwo z minibrowaru schroniska Lucni Bouda o wdzięcznej nazwie Parohac. Zamawiamy je oczywiście a do tego niefortunnie przekąski w postaci chleba ze smalcem i salcesonem. Niestety są one bardzo niesmaczne i tylko świeże i zimne piwo ratuje sytuację.





Wracamy do źródeł Łaby i z powrotem na czerwony szlak. Zmierzamy na Szrenicę z nadzieją na widowiskowy zachód słońca. Niestety na horyzoncie zbierają się gęste chmury, które nie wróżą niczego dobrego. Po drodze mijamy ciekawe formacje skalne – Twarożnik i Trzy Świnki.



 Twarożnik




Trzy Świnki 


  Trzy Świnki 






W schronisku na Szrenicy zamawiamy coś do picia po ciężkostrawnym daniu z Labskiej Boudy. Słońce chowa się za chmurami bez oczekiwanego spektaklu kolorów. Znów mamy pecha. 









Po ciemku schodzimy więc szeroką drogą do Szklarskiej Poręby. Przezornie wzięłyśmy czołówki. 





Nocujemy na zacisznym parkingu, tym bardziej że stoi tu już jakaś przyczepa kempingowa. Dzisiejszy dystans to 32 km i czujemy je bardzo dobrze w nogach. Zasypiamy od razu.

Rano śpimy długo ale jak się okazuje i tak nie ma się do czego spieszyć. Pada.


Przeczekujemy najintensywniejszy deszcz, po czym wybieramy się na poszukiwanie fajnej knajpki serwującej śniadania. Okazuje się, że nie jest to takie proste. Wszystkie lokale czynne są dopiero do 10 lub 11. Czekamy na otwarcie kawiarni Fantazja, a razem z nami spora grupka osób. Zamawiamy zestawy śniadaniowe i jak się okazuje dobrze, że jesteśmy jednymi z pierwszych gości bo za chwilę słyszymy, że brakuje jajek i chleba. Kolejni goście już nie dostają zestawu śniadaniowego. Właściciele lokalu nie przewidzieli chyba, że w niedzielę być może więcej niż 10 osób będzie miało ochotę przyjść rano na śniadanie. Przyznać jednak trzeba, że jedzenie i kawa są świeże i smaczne. Pogoda jest nadal kiepska, nas bolą nogi po wczorajszym trekkingu i nie mamy żadnych konkretnych planów. Oglądamy wystawy minerałów, kamieni i kryształów górskich w pobliskich sklepach. 




Jedziemy do Doliny Bobru pozwiedzać okolice. Zmierzamy do Zapory Pilchowickiej. Po drodze odwiedzamy stary most kolejowy. Byłyśmy już tu kiedyś i był w bardziej opłakanym stanie. Teraz dziury zostały częściowo pokryte nowymi deskami, co wcale nie stwarza poczucia większego bezpieczeństwa. 









Z zapory próbujemy dotrzeć zielonym szlakiem turystycznym do oddalonego o kilka km Dzikiego Wąwozu. Pomimo starań nie możemy jednak trafić do wąwozu. Szlak gubi się w lesie wśród poprzewracanych drzew. 







Musimy zrezygnować. Wracamy do pozostawionego samochodu i zaglądamy do karczmy przy zaporze. Zamawiamy piwo (jedno bezalkoholowe). Okazuje się, że serwują tu ukraińskie potrawy. Zamawiamy więc barszcz ukraiński i zupę uchę a do tego porcję małych pierożków pielmieni. Wszystko jest bardzo smaczne.








Po lunchu jedziemy na dalsze poszukiwania Dzikiego Wąwozu. Chcemy dotrzeć do niego od strony wsi Pokrzywnik. Tam w końcu bez problemu idziemy szlakiem przez ten malowniczy, chociaż dość krótki wąwóz. Docieramy prawie do miejsca gdzie pobłądziłyśmy wcześniej. Chociaż miejsce jest bardzo urocze nie spotykamy ani jednej osoby. 






 
Wracamy i jedziemy dalej przez Dolinę Bobru podziwiając malownicze wioski sudeckie. 





Przed nami jeszcze jeden przystanek w Jerzmanicach-Zdroju. Znajdują się tu podmyte przez rzekę tory kolejowe. Do podmytego wału łatwo dotrzeć ale niestety ciężko zrobić ciekawe zdjęcie. Dzień już się prawie kończy i nie możemy znaleźć dobrego punktu widokowego. Zapewne trzeba by wejść do rzeki i stamtąd robić zdjęcia ale uznajemy, że gra niewarta świeczki. Może innym razem przyjedziemy tutaj w lepszej porze roku i przy lepszym świetle. Uznajemy, że czas wracać do Leszna.






Na koniec spoza chmur wychodzi słońce i daje pełny pokaz świetlnych możliwości. Szkoda, że nie wczoraj na szczycie Szrenicy!



Sudety, Szklarska Poręba 9-10.09.2017

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Bardzo fascynują mnie tamte rejony i zawsze chciałam tam pojechać. Córka niedawno mnie poinformowała, że w ramach prezentu urodzinowego zamówiła już nam noclegi! Kotlina Kłodzka wreszcie zostanie przeze mnie zwiedzona i to z moim najlepszym kompanem podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny wpis. Niedawno byłem w Sudetach sprawdzać mój nowy nowy nabytek z jesiennych wyprzedaży w https://www.bikesalon.pl/ w Warszawie. Kupiłem nowy rower górski i Sudety są najlepszym miejscem do testowania takiego sprzętu, różnorodność tras i krajobrazy, sprawiają, że po Sudetach nie tylko świetnie się jeździ, ale też fajnie testuje rowery górskie

    OdpowiedzUsuń

Instagram