Podczas weekendowego pobytu w Górach Żytawskich odwiedziłyśmy opuszczony ośrodek kolonijny w lesie niedaleko wsi Maxov. Największą atrakcją tego miejsca jest nie byle jaki mural. Graffiti robi naprawdę spore wrażenie.
Jakuszyce – polska stolica narciarstwa biegowego. W końcu i my postanowiłyśmy popróbować tego nieznanego nam sportu.
Ponownie zawitałyśmy w góry Izerskie. Tym razem postawiłyśmy na ich polską część. Miałyśmy spory niedosyt po ostatnim pobycie (link), tym bardziej, że Izery są naprawdę bajeczne.
W pewien gorący, czerwcowy weekend odwiedziłyśmy Góry Izerskie po czeskiej stronie. Wydawało nam się to ciekawsze niż ponowne wędrowanie Halą Izerską.
Po raz pierwszy udało nam się w tym roku pojechać do Gdyni na Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów, czyli słynne Kolosy, które po raz 26 odbywały się w Arenie Gdynia. Tym razem nic nam na szczęście nie stanęło na przeszkodzie.
Objeżdżając Badylkiem okolice Chełmska (link) trafiłyśmy na wiele ciekawych opuszczonych obiektów m.in. Dwór w Kochanowie i Kościół w Okrzeszynie. Dotarłyśmy też do zapomnianego przez świat Uniemyśla, gdzie odwiedziłyśmy dawną tkalnię i kościół św. Mateusza, widoczne na zdjęciu powyżej (tkalnia z wysokim kominem po prawej, a kościół na wzgórzu po lewej stronie).
Podczas eksploracji Badylkiem okolic Chełmska (link) trafiłyśmy do Okrzeszyna. Stoi tu klimatyczny, opuszczony kościół, który chciałyśmy zobaczyć. Znajduje się zaledwie 30 metrów od czeskiej linii granicznej.
Przełom października i listopada był dla nas ostatnią szansą na wyjazd w poszukiwaniu kolorowej jesieni i tym razem postawiłyśmy na Pieniny.
Ostatni wolny weekend sierpniowy spędziłyśmy w pięknej kaszubskiej scenerii nad malowniczym jeziorem Wdzydze.
Wyskoczyłyśmy na jednodniowy, niedzielny wypad do Kotliny Kłodzkiej. Na więcej nie miałyśmy czasu ale i tak byłyśmy bardzo zadowolone z weekendu. Postanowiłyśmy też nie brać aparatu by było na lekko, a zdjęcia robiłyśmy tym razem tylko komórką.
Zaplanowałyśmy ze znajomymi krótki wypad do kraju ołomunieckiego i dawnej stolicy Moraw, czyli Ołomuńca. My naszym vanem a oni swoimi motorkami.
Zaplanowałyśmy mały, spokojny wypad weekendowy bez forsowania się długimi szlakami. Taki wyjazd w stylu slow. Idealnie do tego celu nadawała się okolica nigdy przez nas nie odwiedzona – rewiry Unisławia Śląskiego, Mieroszowa i Chełmska. Nie są to bardzo znane turystycznie tereny dlatego też były przez nas pomijane a całkiem niesłusznie jak się okazało.
Pierwszy wyjazd w tym roku został zadedykowany górom i zimie. Mieszkając w Wielkopolsce jesteśmy zawsze poszkodowane brakiem śniegu, musimy więc sobie od czasu do czasu to rekompensować krótkimi wyjazdami.
Wahałyśmy się długo pomiędzy spędzeniem długiego weekendu październikowego w Beskidzie Niskim a Żywieckim. Ten ostatni wygrał ze względu na bliższy dojazd. Szkoda nam było marnować krótkie jesienne dni na pokonywanie kilometrów.
Ostatni słoneczny i w miarę ciepły tegoroczny długi weekend postanowiłyśmy wykorzystać na wizytę w kompletnie nieznanych nam Górach Opawskich.
Republika Federalna Niemiec zrobiła turystom miły prezent w postaci biletów za 9 euro, obowiązujących na komunikację publiczną w okresie wakacyjnym. W każdym miesiącu od czerwca do sierpnia można było kupić taki bilet i hulać po niemieckich pociągach regionalnych, metrze i autobusach praktycznie za friko. Promocja dotyczyła oczywiście nie tylko turystów ale to głównie oni na tym skorzystali.
Po długiej niebytności w górach, spontanicznie ruszyłyśmy Badylkiem w Karkonosze. Na szczęście tuż przed wyjazdem udało nam się naprawić kran i pompkę, które zepsuły się przed Toskanią. Poza tym drobiazgiem nie musiałyśmy robić żadnych przygotowań.
Stęskniłyśmy się trochę za morzem więc pomimo zimnego kwietnia wskoczyłyśmy w Badylka i ruszyłyśmy do Gdańska. Miałyśmy pewne plany w okolicach Trójmiasta a poza tym chciałyśmy spotkać się ze znajomymi.
W lutym spontanicznie kupiłyśmy mega tanie bilety do Londynu by w marcu polecieć na szybki citybreak.



















