Są takie poranki, kiedy budzik jest zupełnie niepotrzebny. Wystarczy szum fal, delikatne światło wpadające przez okno vana i świadomość, że nigdzie nie musisz się spieszyć.
Mavikent i wodospad Kurşunlu
Poranek na plaży w Mavikent
Otwarłyśmy drzwi vana, a przed nami morze. Bez hoteli, bez rezerwacji. Tylko my dwie, nasz mały dom na kółkach i plaża w Mavikent, która o poranku wydawała się należeć tylko do nas. No dobra, był też ciekawski kotek i pieseł wylegujący się w cieniu Badylka.
Powietrze rankiem było przyjemnie rześkie, piasek chłodny, a morze spokojne. Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy, każda z kubkiem kawy w ręku. To prawdziwa wolność, kiedy możesz obudzić się tam, gdzie poprzedniego wieczoru postanowiłaś zostać.
A jeśli rankiem na plażę przyjedzie pan piekarz ze swoimi pysznymi wyrobami, a grupka tureckich chillujących obok emerytów zaprosi na cay to już jest pełnia szczęścia. Przeciągałyśmy zatem ten piękny poranek do granic możliwości i ciężko było nam opuszczać to miejsce ale przed nami był już kolejny punkt na mapie.
Ogarnęłyśmy vana i ruszyłyśmy w stronę wodospadu Kurşunlu. W Antalyi zatrzymałyśmy się na szybkim obiedzie w Ekrem Coskun Doner. Oczywiście wszystko było przepyszne.
Wodospad Kurşunlu – zielona oaza spokoju niedaleko Antalyi
Po poranku nad morzem zmieniłyśmy krajobraz. Zamiast otwartej przestrzeni i słonej bryzy czekała nas zieleń, cień drzew i dźwięk spadającej wody.
Wodospad Kurşunlu znajduje się około 20 kilometrów od Antalyi, w południowej Turcji. Położony jest na terenie rezerwatu przyrody, w otoczeniu lasu piniowego, dzikiej roślinności i niewielkich strumieni. To miejsce, które zachwyca nie tylko samym wodospadem, ale również atmosferą spokoju i bliskości natury. Już sama droga w jego okolice przypomniała nam, jak różnorodna potrafi być Turcja. Jeszcze chwilę temu siedziałyśmy nad morzem, a teraz kierowałyśmy się do malowniczego zakątka, ukrytego wśród bujnej zieleni, gdzie szum wody i śpiew ptaków pozwalają zapomnieć o codziennym pośpiechu.
Ruszyłyśmy na przyjemny zielony spacer, gdzie wilgotne powietrze przyjemnie chłodziło skórę, a szum wody stopniowo stawał się coraz głośniejszy. Woda spada tu z wysokości około 18 metrów do niewielkiego, turkusowo-zielonego zbiornika, tworząc niezwykle fotogeniczny krajobraz. Wokół rozciąga się zielona sceneria, a promienie słońca przebijające się przez korony drzew nadają temu miejscu niemal bajkowy charakter.
Jedną z największych atrakcji Kurşunlu jest spacer wyznaczonymi ścieżkami. Trasa prowadzi przez zacieniony las, obok małych kaskad, mostków i skalnych zakamarków. Po drodze można podziwiać różnorodną roślinność i wsłuchiwać się w odgłosy natury.
Wróciłyśmy do vana i ruszyłyśmy dalej. Nie wiedziałyśmy dokładnie, gdzie obudzimy się jutro. Ale wiedziałyśmy, że będzie kawa i będzie droga. A obudziłyśmy się na kolejnej plaży, tym razem plaży Büyük obok słynnego turystycznego Side, które miałyśmy zamiar obejrzeć.
Turcja jest przepiękna, różnorodna i potrafi zadziwiać na każdym kroku. Nocleg i poranek spędziłyśmy nad turkusowym morzem, a chwilę później spacerowałyśmy wśród ruin miast, które pamiętają czasy sprzed ponad dwóch tysięcy lat.
Jezioro Köyceğiz i gorące źródła Sultaniye – naturalne spa w sercu tureckiej Riwiery
BADYLEK sierpnia 11, 2026
Po opuszczeniu Sirince, ruszyłyśmy w kierunku magicznej miejscówki, takiej jakie lubimy najbardziej. Nie mogłyśmy wymarzyć sobie lepszego miejsca na odpoczynek. Gorąca, naturalnie podgrzewana przez wnętrze ziemi woda, cisza i otaczająca przyroda...
Podróżowanie starym T4 ma swoje zalety. Nie goni nas czas, nie ścigamy kolejnych atrakcji z przewodnika. Często to właśnie małe, niepozorne miejsca okazują się zaskakującymi punktami na trasie.
Turcja jest niesamowita. Jednego dnia śpisz vanem nad morzem, następnego jedziesz przez opuszczone wioski i górskie serpentyny, a chwilę później stoisz pośrodku parującego siarkowego strumienia, w ruinach rzymskich łaźni sprzed dwóch tysięcy lat.





































