Jakuszyce – polska stolica narciarstwa biegowego. W końcu i my postanowiłyśmy popróbować tego nieznanego nam sportu.
Wyskoczyłyśmy na jednodniowy, niedzielny wypad do Kotliny Kłodzkiej. Na więcej nie miałyśmy czasu ale i tak byłyśmy bardzo zadowolone z weekendu. Postanowiłyśmy też nie brać aparatu by było na lekko, a zdjęcia robiłyśmy tym razem tylko komórką.
Zaplanowałyśmy mały, spokojny wypad weekendowy bez forsowania się długimi szlakami. Taki wyjazd w stylu slow. Idealnie do tego celu nadawała się okolica nigdy przez nas nie odwiedzona – rewiry Unisławia Śląskiego, Mieroszowa i Chełmska. Nie są to bardzo znane turystycznie tereny dlatego też były przez nas pomijane a całkiem niesłusznie jak się okazało.
Pierwszy wyjazd w tym roku został zadedykowany górom i zimie. Mieszkając w Wielkopolsce jesteśmy zawsze poszkodowane brakiem śniegu, musimy więc sobie od czasu do czasu to rekompensować krótkimi wyjazdami.
Po długiej niebytności w górach, spontanicznie ruszyłyśmy Badylkiem w Karkonosze. Na szczęście tuż przed wyjazdem udało nam się naprawić kran i pompkę, które zepsuły się przed Toskanią. Poza tym drobiazgiem nie musiałyśmy robić żadnych przygotowań.
Pierwszy wolny i w miarę pogodny weekend po powrocie z wakacji spędziłyśmy dość nietypowo. Nasze koleżanki wybierały się do Lądka-Zdroju a my chciałyśmy odwiedzić Kotlinę Kłodzką. Po namyśle postanowiłyśmy minimalnie zmienić plany i również zawitać do Lądka. Skusiła nas wizja basenów siarczkowych, czyli małe przypomnienie niedawnego pobytu w Albanii.
Po wczorajszym intensywnym dniu, rano jakoś nie mogłyśmy się wygrzebać bo pomimo chłodnej nocy spało się w Badylku bardzo fajnie. W końcu jednak wstałyśmy, zjadłyśmy owsiankę na śniadanie i ruszyłyśmy niebieskim szlakiem.
Po intensywnym dniu kręcącym się wokół Sowiogórskiej Kolei Zębatej postanowiłyśmy przed wieczorem zrobić jeszcze mały spacer po Radkowskich Skałach.
Ależ nam się dłużyła końcówka tej zimy. W końcu nadszedł pierwszy w miarę ciepły i wolny weekend, kiedy mogłyśmy zrobić wypad w niedalekie Góry Stołowe i okolice. Pogoda dopisała, chociaż miałyśmy nadzieję na nieco cieplejszą aurę.
Mroźna ale za to bezchmurna niedziela zapowiadała piękny dzień. Koniecznie trzeba było go spożytkować na jakiś fajny biały spacer.
Kompleks zamkowy w Książu jest jednym z największych zamków w Polsce i Europie. Na jego wyjątkowość wpływa między innymi niezwykłe położenie.
Eksploracja pałacu w Mokrzeszowie (link) zajęła nam mniej czasu niż sądziłyśmy więc trzeba było poczynić plan na dalszą część dnia.
Ruprechticki Spicak w Górach Suchych już kiedyś dał nam się we znaki, kiedy to zimą miałyśmy do niego zaledwie kilkaset metrów, a mimo to musiałyśmy zrezygnować i wrócić (link do posta). Kiedy chciałyśmy zrobić drugie podejście, covid19 pokrzyżował plany. Ale jak to się mówi - do trzech razy sztuka, więc umówiłyśmy się z koleżankami na wspólne zdejmowanie spicakowej klątwy.
Umówiłyśmy się na majowy weekend ze znajomymi z Warszawy na objazdówkę dolnośląskich urbeksów. W dalszych planach miałyśmy Kłodzką Górę i Ruprechticky Spicak.
W pewien piękny październikowy weekend umówiłyśmy się z koleżankami z Wrocławia na mały spacer po górach.
Z powodu natłoku rozmaitych spraw udało nam się wykroić tej jesieni tylko jeden weekend na wyjazd w góry. Właściwszym określeniem pory roku byłoby jednak babie lato bo temperatury oscylowały powyżej 20 stopni, pomimo że noce zrobiły się już zimne.
W zeszłym sezonie ani razu nie udało nam się wyskoczyć na narty więc w tym postanowiłyśmy coś zorganizować by złapać choć odrobinę białego szaleństwa.
Kiedy w sobotę wyjeżdżałyśmy z Leszna drogi były czarne, suche i świeciło piękne słońce. W niedzielę krajobraz zmienił się nie do poznania.
Jak wiadomo ostatnio zimy bielą nie rozpieszczają, a śnieg można oglądać tylko w górach. Żeby oszukać system i nacieszyć się białym puchem staramy się choć jeden dzień w tygodniu spędzić na fajnym trekkingu w niezbyt odległych górskich okolicach.


















