Na tegoroczne kajakowe miniwakacje zdecydowałyśmy się spłynąć niezbyt znaną i teoretycznie średnio atrakcyjną rzeczką, jaką jest Bzura.
Musiałyśmy czekać aż do sierpnia żeby w końcu wybrać się na kajak. Niby tylko 4 dni ale wystarczyło na spływ spokojną i przyjemną rzeką, jaką jest Słupia.
Tegoroczny urlop kajakowy postanowiłyśmy spędzić w miejscu całkowicie nam nieznanym, a mianowicie w województwie Świętokrzyskim na Ponidziu. Wyczytałyśmy tylko tyle, że cały teren najeżony jest zamkami a rzeka, którą popłyniemy należy do najcieplejszych w Polsce i osiąga latem temperaturę nawet 27 stopni.
Po czterodniowym spływie Szlakiem Michała Kajki i noclegu na Ekomarinie w Piszu, oddałyśmy Badylka do poleconego nam warsztatu mechanicznego (odpalił bez problemu). Tym samym rozwiązał nam się problem znalezienia parkingu na kilka dni spływu Pisą. Póki co postanowiłyśmy nie zawracać sobie głowy kwestią samochodu. Zapakowałyśmy Bajdarkę i wyruszyłyśmy na Pisę z jeziora Roś.
Mazury, Mazury – cud natury, głosi popularny slogan reklamowy. I gdyby tylko wymazać stąd tłumy turystów, to na pewno nikt by z tym hasłem nie dyskutował.
W ramach walki z covid19 wybrałyśmy się kajakiem na leżący pod nosem Szlak Konwaliowy. Zrzuciłyśmy się wózeczkiem na Kanale Boszkowskim i popłynęłyśmy w stronę Błotnicy.
Ile można czekać na rozpoczęcie sezonu kajakowego? Już koniec maja a my nadal nie odkurzyłyśmy Bajdarki!
Położona między Wenecją a Lido mała wyspa Poveglia cieszy się bardzo złą sławą. Trudno nawet dopłynąć w jej okolice, bo miejscowi nie podejmują się kursów na nią. Z przeszłością tak okropną jak ta wyspa, nic dziwnego, że nie chcą się do niej zbliżać i nazywają ją piekłem na ziemi.
Tysiąc pomysłów na spędzenie długiego weekendu w kajaku i brak zdecydowania do ostatniej chwili - to całe my. Wtorkowy wieczór zaowocował wreszcie jednomyślnością - jedziemy na Piławę.
Po powrocie z wyprawy na lagunę wenecką (link) musiałyśmy oczyścić Bajdarkę z soli morskiej i innych pozostałości. Dobrą okazją do tego okazał się jednodniowy spływ fragmentem Pętli Konwaliowej (inne wpisy o pętli).
Nie planowałyśmy w tym roku uczestniczyć w weneckim święcie wioślarzy - Vogalondze, jednak po krótkich namowach znajomych, organizujących tegoroczny wyjazd (linki do poprzednich postów: Wenecja kajakiem 2016, Wenecja kajakiem 2017) , decydujemy się do nich dołączyć.
Do zakupu kajaka przymierzałyśmy się od spływu Pętlą Żuławską (link), kiedy to za wypożyczenie kajaka zapłaciłyśmy tyle ile połowa nowego. Doszłyśmy wtedy do wniosku, że wystarczy dołożyć drugą połowę, kupić kajak i przestać wypożyczać.
Niespodziewanie nadszedł czerwiec i czas urlopu. Jak zwykle nie mamy nic zaplanowane, chociaż wiemy, że chcemy spędzić urlop w kajaku. Początkowy pomysł spływu Narwią odpada ze względu na zbyt małą ilość czasu. Poza tym chcemy jakiegoś urozmaicenia.
Zimna tegoroczna wiosna nie pozwala nam cieszyć się sezonem kajakowym tak jak byśmy tego chciały. Dlatego w pierwszy wolny, cieplejszy weekend wyskakujemy z Bajdarką na Pętlę Konwaliową. Stan wody w tym roku jest dość wysoki więc mamy nadzieję na domknięcie pętli. Nie było nam to dane od dwóch lat.
W tym roku postanowiłyśmy odbyć lekki, łatwy i przyjemny spływ po "familijnej" rzece, jaką jest Brda. W trakcie spływu okazało się, że nie taka ona lekka i łatwa ale bezsprzecznie piękna i godna nazwy "królowej kaszubskich rzek".
Wydawało się to niemożliwe, a okazało się dość proste.
Do Wenecji jedziemy w 6 osób dwoma samochodami. Wyjeżdżamy w piątek po południu, na miejscu jesteśmy w sobotę rano. Zostawiamy samochody na parkingu w Passo Compalto, wodujemy kajaki w porcie i płyniemy na pobliską wyspę gdzie rozbijamy obóz na kilka dni.



















