Kajakiem po Wełnie

czerwca 04, 2019


Ile można czekać na rozpoczęcie sezonu kajakowego? Już koniec maja a my nadal nie odkurzyłyśmy Bajdarki!
Na szczęście dwie koleżanki, zawsze chętne na wspólne pływanie, zmotywowały nas i szybko ustaliłyśmy plan na najbliższy weekend.

Spływ kajakowy rzeką Wełną

Niedaleko za Poznaniem płynie rzeka Wełna, którą kiedyś chciałyśmy spłynąć ale nie było jeszcze okazji. Koleżanki nie dysponowały kajakiem więc poszukałyśmy wypożyczalni, która jednocześnie byłaby naszą bazą noclegową. Nad Wełną znajduje się sporo starych młynów wodnych, a w jednym ma siedzibę firma wynajmująca kajaki. Ustaliłyśmy,  że zaczynamy w Wągrowcu i dopływamy do ich bazy, czyli kawałek za Rogoźnem, a następnego dnia płyniemy dalej. 

Spływ kajakowy rzeką Wełną - biwak nr 1 - Wągrowiec, ul. Straszewska - nad rzeką za mostem

Do Wągrowca dotarłyśmy w piątek wieczorem i zabiwakowałyśmy nad Wełną, skąd miałyśmy rozpocząć spływ. Biwakowałyśmy oczywiście w Badylku (naszym vaniku). To mega wygoda, gdy w ciemnościach nie trzeba szukać odpowiedniego miejsca na namiot. Można po prostu zaparkować nad rzeką, spędzić miły wieczór na łonie przyrody, a potem rozłożyć kanapę i pójść spać przy odgłosach rechotu żab, cykania cykad i śpiewu ptaków.




Rano zjadłyśmy pożywne śniadanie i po dobudzającej kawie zaczęłyśmy rozkładać kajak. Okazało się jednak, że zapomniałyśmy śrub i motylków łączących elementy szkieletu. Na szczęście była sobota a sklep, w którym można było dokupić brakujące elementy zaledwie 800 m dalej. Wszystko więc poszło zgodnie z planem, kajak został przygotowany do wodowania. Agata odstawiła samochód do bazy kajakowej i wróciła z koleżankami i ich kajakiem, który przyjechał na dachu fajnego, starego busa wypożyczalni.






Spływ kajakowy rzeką Wełną - odcinek Wągrowiec - Rogoźno (Nowy Młyn)

Pierwszym smaczkiem rzeki jest występujące na niej zjawisko bifurkacji czyli skrzyżowania rzeki Wełny z Nielbą. Nurt obu rzek płynie niezależnie od siebie, przecinając się a ich wody nie mieszają się. Znajduje się tu stosowna tablica i ścieżka pieszo rowerowa wzdłuż rzeki.


 Skrzyżowanie Wełny z Nielbą - bifurkacja

Po chwili dopłynęłyśmy do niskiej kładki, którą trzeba było obnieść (można uniknąć przenoski płynąc na skrzyżowaniu rzek w lewo Nielbą ok. 2,5 km), a następnie do pochylni/progu piętrzącego w centrum Wągrowca, który również trzeba było ominąć. Przeniosłyśmy kajaki przez ruchliwą ulicę, wzbudzając zainteresowanie przechodniów i kierowców i popłynęłyśmy dalej. Przy wysokim poziomie wody można tę pochylnię spłynąć ale nie chciałyśmy ryzykować z uwagi na kamienie i wystające ze sztucznego dna pręty stalowe. Dodatkowo na końcu pochylni stoi dziwna konstrukcja drewniana. Okazuje się, że to lodowa fontanna, która służy do atrakcji turystycznej w postaci zmarzniętej wody i lodu osadzonego zimą na tejże konstrukcji. Woda pompowana jest na sam szczyt po czym zgodnie z prawem grawitacji spływa zamarzając. 

  

 Fontanna lodowa



W dalszym biegu Wełna okazała się urokliwą rzeką płynącą przez łąki i rozlewiska. Wpłynęłyśmy w jedyne jezioro na trasie – Jezioro Łęgowskie, prosto w olbrzymie stado rybitw i mew. Ptaki usiłowały nas przegonić chroniąc lęgi. Szybko więc przepłynęłyśmy ten odcinek żeby ich niepotrzebnie nie stresować.




 


Wypływ z Jeziora Łęgowskiego znajduje się po prawej stronie mniej więcej w połowie jeziora i zagradza go jaz. Znów trzeba było przerzucać kajaki. Zrobiłyśmy więc przy okazji przerwę na posiłek. 



Dalej na odcinku kilometra prostej, uregulowanej rzeki znajdowały się dwa progi wodne. Jeden dało się przepłynąć a drugi ze względu na wysokość trzeba było obnieść. Za miejscowością Pruśce do pokonania kolejne dwa progi. 
    


Spływ kajakowy rzeką Wełną - pierwsza w życiu wywrotka

Trochę miałyśmy już dość tych przeszkód. Obnoszenie kajaków było męczące ze względu na wysokie brzegi, niewykoszone, pełne pokrzyw łąki i ogólnie brak jakichkolwiek udogodnień dla kajakarzy. Na domiar wszystkiego na ostatnim progu, którego spłynięcia nie zaryzykowałyśmy, wsiadając po przenosce do kajaka zahaczyłyśmy się na ukrytych w wodzie kołkach, kajak zaczął się przechylać aż w końcu wpadłyśmy do wody. Wszystko trwało ułamki sekund. Nie przejęłyśmy się jednak tą pierwszą w życiu wywrotką. Ucięłyśmy czubek plastikowej butelki, wybrałyśmy wodę ze środka, wsiadłyśmy i popłynęłyśmy dalej. Na szczęście świeciło słońce więc mokre ciuchy nie przeszkadzały. Ucierpiał jednak aparat fotograficzny, znajdujący się w niedbale zawiniętym worku wodoszczelnym. Oby udało się go dobrze wysuszyć i oby zadziałał.

Spływ kajakowy rzeką Wełną - biwak nr 2 - Rogoźno, Port Nowy Młyn

Na wywrotce zakończyły się wreszcie przenoski. Dwa ostatnie progi udało się przepłynąć ze względu na niedawne ulewy i wysoki poziom wody. Bez przeszkód dotarłyśmy wprost do naszej bazy w Porcie Nowy Młyn
      

Port Nowy Młyn 



Warto w ogóle napisać parę słów o tym miejscu. Znajduje się tu zabytkowy młyn wodny a cały teren służy jako baza do obsługi spływów kajakowych i nie tylko. Teren jest spory, pełen tajemniczych zakamarków. Obsługa to przemili młodzi ludzie, którzy zajmują się tu wszystkim. W Porcie można kupić pyszny żytni chleb własnego wypieku i niskoprocentowe piwo przez nich warzone na tymże chlebie. Oprócz tego działa bar na świeżym powietrzu, serwujący dania z grilla, ryby, pyrę z gzikiem, chleb ze smalcem i inne specjały. Wszystko przepyszne. Cały teren jest pomysłowo zagospodarowany. Na przykład zrobiona jest ekotoaleta z kontenera. Można też przenocować w zabytkowym busie i poczuć się jak Alexander Supertramp. Łąka wykoszona jest tylko w miejscach przeznaczonych na namioty i na parking oraz dojazdy. Stwarza to poczucie pewnej dzikości. Bardzo nam się to miejsce spodobało i spędziłyśmy tu niezapomniany wieczór przy ognisku z kiełbaskami, piwem i winem.

  



Poranek okazał się już mniej przyjemny. Jedna z koleżanek bardzo źle się czuła i nie była w stanie kontynuować spływu. Obie postanowiły więc nie przejmować się tym tylko spędzić leniwy dzień w Porcie. My natomiast dość późno zwodowałyśmy kajak i ruszyłyśmy zapoznać się z kolejnym odcinkiem rzeki.

Spływ kajakowy rzeką Wełną - odcinek Rogoźno - Jaracz

 


Tym razem nie było żadnych przenosek. Wełna płynęła tu dość szerokim korytem pośród drzew więc pewną atrakcją było przeciskanie się co jakiś czas na zwalonych kłodach. Ładna pogoda i niedziela przyciągnęły też sporo innych chętnych na kajaki. O ile wczoraj nie spotkałyśmy ani jednego kajakarza to dziś roiło się na wodzie od rodzinnych spływów. Nie przeszkadzało nam jednak to jakoś szczególnie. Odcinek do Jaracza Młyn – jakieś 13 km – pokonałyśmy spokojnie, delektując się cieniem drzew i po prostu leniwym spływaniem.




Młyn Jaracz 

W Jaraczu stwierdziłyśmy, że dalsze płynięcie nie ma już sensu, tym bardziej, że Agata mogła zabrać się z kierowcą Portu po samochód. Złożyłyśmy Bajdarkę, zapakowałyśmy do auta i ruszyłyśmy do domu, po drodze zahaczając jeszcze o Wełnę, małą miejscowość z zabytkowym kościołem i opuszczonym pałacem.


Rozpoczęcie sezonu kajakowego okazało się bardziej niż udane.

Rzeka Wełna, Wągrowiec - Jaracz, 1-2.06.2019

You Might Also Like

1 komentarze

  1. Świetna wycieczka dawno już nie była na kajakach. Będę musiała pomyśleć z chłopakiem o jakimś spływie. W weekend planujemy wybrać się w rajd rowerowy. Muszę zamontować mój bagażnik rowerowy przedni, żeby zabrać więcej prowiantu i kanapek. Już nie mogę się doczekać.

    OdpowiedzUsuń

Instagram