Musiałyśmy czekać aż do sierpnia żeby w końcu wybrać się na kajak. Niby tylko 4 dni ale wystarczyło na spływ spokojną i przyjemną rzeką, jaką jest Słupia.
Po śniadaniu wielkanocnym na klifie (link) pojechałyśmy do Redy na wcześniej umówiony spływ kajakowy rzeką Redą do zatoki Puckiej.
W tym roku odrobinę później, bo dopiero w lipcu odkurzyłyśmy Bajdarkę. Aż nie chce się wierzyć, że dopiero w połowie lata ruszyłyśmy na spływ kajakowy.
Tegoroczny urlop kajakowy postanowiłyśmy spędzić w miejscu całkowicie nam nieznanym, a mianowicie w województwie Świętokrzyskim na Ponidziu. Wyczytałyśmy tylko tyle, że cały teren najeżony jest zamkami a rzeka, którą popłyniemy należy do najcieplejszych w Polsce i osiąga latem temperaturę nawet 27 stopni.
Po czterodniowym spływie Szlakiem Michała Kajki i noclegu na Ekomarinie w Piszu, oddałyśmy Badylka do poleconego nam warsztatu mechanicznego (odpalił bez problemu). Tym samym rozwiązał nam się problem znalezienia parkingu na kilka dni spływu Pisą. Póki co postanowiłyśmy nie zawracać sobie głowy kwestią samochodu. Zapakowałyśmy Bajdarkę i wyruszyłyśmy na Pisę z jeziora Roś.
Mazury, Mazury – cud natury, głosi popularny slogan reklamowy. I gdyby tylko wymazać stąd tłumy turystów, to na pewno nikt by z tym hasłem nie dyskutował.
W ramach walki z covid19 wybrałyśmy się kajakiem na leżący pod nosem Szlak Konwaliowy. Zrzuciłyśmy się wózeczkiem na Kanale Boszkowskim i popłynęłyśmy w stronę Błotnicy.
Ile można czekać na rozpoczęcie sezonu kajakowego? Już koniec maja a my nadal nie odkurzyłyśmy Bajdarki!

Ca' Roman, to siedlisko i rezerwat ptaków wodnych, położony na południu Pellestriny - wyspy leżącej na weneckiej lagunie. Opływając w maju kajakiem wyspy laguny (link do posta), rozbiliśmy obozowisko w zatoczce niedaleko rezerwatu.
Położona między Wenecją a Lido mała wyspa Poveglia cieszy się bardzo złą sławą. Trudno nawet dopłynąć w jej okolice, bo miejscowi nie podejmują się kursów na nią. Z przeszłością tak okropną jak ta wyspa, nic dziwnego, że nie chcą się do niej zbliżać i nazywają ją piekłem na ziemi.
Tysiąc pomysłów na spędzenie długiego weekendu w kajaku i brak zdecydowania do ostatniej chwili - to całe my. Wtorkowy wieczór zaowocował wreszcie jednomyślnością - jedziemy na Piławę.
W tym roku otwieramy sezon kajakowy jednodniowym spływem Baryczą. Na naszym ulubionym Kanale Książęcym niestety za mało wody więc musimy się pocieszyć innymi krajobrazami. Jak się okazuje, równie urokliwymi i równie dzikimi.
Do zakupu kajaka przymierzałyśmy się od spływu Pętlą Żuławską (link), kiedy to za wypożyczenie kajaka zapłaciłyśmy tyle ile połowa nowego. Doszłyśmy wtedy do wniosku, że wystarczy dołożyć drugą połowę, kupić kajak i przestać wypożyczać.













