Baryczą z Sułowa do Wąsosza

kwietnia 19, 2018


W tym roku otwieramy sezon kajakowy jednodniowym spływem Baryczą. Na naszym ulubionym Kanale Książęcym niestety za mało wody więc musimy się pocieszyć innymi krajobrazami. Jak się okazuje, równie urokliwymi i równie dzikimi.
Nasz znajomy Radek z Wąsosza (link jego strony) informuje nas, że rozpoczyna sezon kameralnym spływem na trasie Sułów – Żmigród. Są to piękne i krajobrazowo różnorodne tereny. Prawie cała trasa wiedzie przez rozległe lasy Doliny Baryczy. Długość - 21 km. Płynęłyśmy już tędy z Radkiem i koleżankami w 2010 r. (link)
Zbiórka jest w Wąsoszu o 10 rano. Dojeżdżamy lekko spóźnione i od razu ładujemy się do busa z przyczepką kajakową. Radek wiezie nas na początek spływu, czyli na tamę w Sułowie. Oprócz nas płyną jeszcze 3 kajaki no i oczywiście Radek. 

 
       

Przepływamy pod zabytkowym drewnianym mostkiem, pamiętnym z rowerowej wycieczki po dolinie Baryczy (link). Na leśnych brzegach widać białe dywany zawilców. Barycz płynie w pobliżu wielkich kompleksów stawów – Jamnik i Radziądz. O obecności stawów świadczy tylko duża ilość ptaków bo stawów oczywiście nie widać. Jest tu mnóstwo czapli, krzyżówek, kormoranów. Najwięcej jednak widać gągołów.







Dopływamy do niedawno wyremontowanej Tamy Göeringa, tzw. Jazu Niezgoda. Czeka nas tu przenoska. Na szczęście pomyślano o kajakarzach i ustawiono drewniany pomost ze schodami, dzięki czemu można przenieść się w bezproblemowy, wygodny sposób. Robimy małą przerwę na posiłek. Jest to bardzo popularne miejsce bo w przeciągu krótkiego czasu przewija się tu kilkanaście osób, głównie rowerzystów. Barycz przelewa się dość niskim spiętrzeniem przez tamę, co oznacza, że stawy zabierają z rzeki sporo wody.






Płynąc czujemy jak wiosła uderzają w dno rzeki. Niedługo ta część Baryczy będzie całkiem niespławna. Na trasie czekają nas urozmaicenia w postaci powalonych drzew, pod którymi się przeciskamy oraz jedna przenoska błotnistym brzegiem.

 




 

Po jakimś czasie las ustępuje miejsca łąkom i rzeka zaczyna płynąć wśród trzcinowisk. Wleczemy się pomału i gawędzimy z Radkiem. Za chwilę Żmigród i koniec wycieczki. Przepływamy jeszcze przez jaz Osiek, na szczęście otwarty ze względu na niski poziom wody.



Jaz Osiek


Dopływamy do Żmigrodu ale jakoś nam mało. W żartach rzucamy do Radka, że płyniemy dalej do Wąsosza. Radek podłapuje pomysł i zachęca nas do tego. Obawiamy się przenosek na jazach (6szt. na trasie) i kolejnych 20km wiosłowania, ale mimo to postanawiamy spontanicznie płynąć dalej. Reszta grupy jest zmęczona, kończą spływ przy moście i czekają na transport.



My płyniemy w kierunku jazu Żmigródek, który na szczęście jest podniesiony, co jest dobrą wróżbą na kolejne. Dalej przepływamy pod wielkim mostem nowo wybudowanej trasy S5.

Jaz Żmigródek 



Dalej rzeka płynie wśród łąk więc krajobraz nie jest zbyt urozmaicony. Jednak ze względu na porę dnia pokazuje się coraz więcej zwierząt. Nad głowami kołuje kania ruda w poszukiwaniu zdobyczy. Blisko rzeki stoi para żurawi. Na rozlewiskach żerują sieweczki, czajki, mewy, brodźce.


   



Mijamy kolejne jazy. Jaz Bychowo z daleka wygląda na zbyt nisko opuszczony, jednak udaje nam się pod nim przepłynąć. Wystarczyło schować się w całości do kajaka.

 Jaz Bychowo



Jaz Kędzie


Jaz Bartków



Na trasie widać mnóstwo śladów bobrów i nawet co jakiś czas słychać głośny plusk w wodzie. Zwierzęta zaczynają podchodzić do wodopoju.


Jaz Ostrawa


Przed Wąsoszem spotyka nas gratka – z brzegu podrywa się czarny bocian. Szkoda, że go spłoszyłyśmy. Słychać też toki bekasa, w co początkowo nie możemy uwierzyć ale odgłos „beczenia baranka” jest trudny do pomylenia z jakimkolwiek innym.




Mijamy ostatni jaz i wpływamy do Wąsosza. Pomiędzy mostem drogowym a kolejowym przybijamy do brzegu, gdzie czeka już na nas Radek. Ładujemy kajak i podrzuca nas do samochodu. Cieszymy się, że zdecydowałyśmy się na dodatkowy odcinek i że obyło się bez przenosek. To był fantastyczny spływ.



Jaz Wąsosz 




Barycz, Sułów - Żmigród - Wąsosz, 15.04.2018

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Barycz lipiec 2018. Z Odolanowa do Wróblińca tragedia, ale z perspektywy jest satysfakcja - spłynąć rzeką bez wody to też coś. W Sułowie spłynąłem na Młynówkę i w Rudzie Sułowskiej KONIEC wody. Poskładałem kajak i przeniosłem się na Obrę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ale miałeś przygodę:) haha Niestety latem kiepsko tutaj. Stawy zabierają całą wodę z Baryczy. Ale wczesną wiosną spokojnie można tutaj spływać :) Jeśli masz jakieś zdjęcia z tej wyprawy to chętnie obejrzę :)

      Usuń

Instagram