Opuszczając greckie źródła termalne (link) skierowałyśmy się w końcu na Leskovik, do którego jakoś nie mogłyśmy dotrzeć. No i oczywiście znów nam na trasie coś wyrosło, co kazało się zatrzymać i znów oddalić wjazd do Leskovika. Był to jeden z greckich skarbów, całkowicie porzuconych i zostawionych na pastwę losu - Ex Birth of Virgin Mary Monastery.
Kiedy padł pomysł odwiedzenia greckich termalnych źródeł, okazało się, że aby przedostać się na drugą stronę rzeki, musiałyśmy objechać spory kawał terenu. Cały czas zastanawiałyśmy się, czy miejscówka będzie nadal dostępna i czy nie jedziemy tam na darmo.
Przemieszczając się w stronę Leskovika, zahaczyłyśmy jeszcze o Permet. W zeszłym roku zatrzymałyśmy się tam tylko na obiad (link), a teraz prócz obiadu chciałyśmy obejrzeć troszkę miasteczko.
Do kanionu wiodła nas znana nam już droga więc gdy dotarłyśmy tu bardzo późnym wieczorem, od razu wbiłyśmy na miejscówkę przy źródłach.
W drodze do Kanionu Langarica postanowiłyśmy zahaczyć o miasteczko Lazarat (przegapione poprzednio link) ale zanim tam dotarłyśmy zatrzymałyśmy się jeszcze w leżącym na trasie zabytkowym monastyrze w Mesopotam.
Z Lukove kierowałyśmy się do Ksamila. Na początek jednak zatrzymałyśmy się w Sarandzie i mimo, iż było już ciemno przespacerowałyśmy się uliczkami i deptakiem nadmorskim.
Podążając dalej, wzdłuż albańskiej riwiery ponownie dotarłyśmy do plaży Lukove - tym razem bardzo późnym wieczorem. Żeby było śmieszniej na nocleg zaparkowałyśmy dokładnie w tym samym, pięknym i spokojnym miejscu, co rok temu - czyli pod wiatką (link).
Opuściłyśmy okolice Kanioni i Holtes i skierowałyśmy się na wybrzeże by trochę pochillować nad Morzem Jońskim.
Po niesamowitym trekkingu w Kanioni i Hotles, ciagle nam było mało wrażeń więc postanowiłyśmy pojechać do pobliskiej jaskini – Shpella e Kabashit.
Kanioni i Holtes było jednym z tych miejsc, na które nie starczyło nam czasu podczas poprzedniego pobytu w Albanii (link). Tym razem postanowiłyśmy to nadrobić.
Odwiedzając Albanię po raz drugi zamierzałyśmy tym razem zwiedzić w końcu stolicę. Namierzyłyśmy parking blisko centrum i tam też zostawiłyśmy Badylka.











