Tysiąc pomysłów na spędzenie długiego weekendu w kajaku i brak zdecydowania do ostatniej chwili - to całe my. Wtorkowy wieczór zaowocował wreszcie jednomyślnością - jedziemy na Piławę.
Koleżanki zaproponowały nam wspólny wypad do Międzygórza, znanego nam z wyjazdu sprzed lat. Zatrzymałyśmy się w Ośrodku "SABAT" - dawnym dworku myśliwskim Księżnej Marianny Orańskiej, postaci bardzo nietuzinkowej i kontrowersyjnej, ale o tym potem.
Podczas tegorocznego pobytu na lagunie weneckiej (link) nasz namiot zaczął przeciekać. Po bliższych oględzinach okazało się, że taśmy przy części szwów poodklejały się, zamki zaczęły puszczać a podłoga jest poprzecierana i z lekka zaczyna świecić dziurami.
Skorzystałyśmy z zaproszenia koleżanki z Milicza na spływ kajakowy. Miły sposób na spędzenie wolnego dnia.
Po powrocie z wyprawy na lagunę wenecką (link) musiałyśmy oczyścić Bajdarkę z soli morskiej i innych pozostałości. Dobrą okazją do tego okazał się jednodniowy spływ fragmentem Pętli Konwaliowej (inne wpisy o pętli).
Nie planowałyśmy w tym roku uczestniczyć w weneckim święcie wioślarzy - Vogalondze, jednak po krótkich namowach znajomych, organizujących tegoroczny wyjazd (linki do poprzednich postów: Wenecja kajakiem 2016, Wenecja kajakiem 2017) , decydujemy się do nich dołączyć.
Kolejna majówka na Podlasiu. Z jednej strony fajnie byłoby wyjechać w jakieś nowe miejsce, a z drugiej Podlasie jest tak niesamowite, nieodkryte i za każdym razem inne, że nie zastanawiamy się długo i pakujemy sprzęt.









