Podróżowanie starym T4 ma swoje zalety. Nie goni nas czas, nie ścigamy kolejnych atrakcji z przewodnika. Często to właśnie małe, niepozorne miejsca okazują się zaskakującymi punktami na trasie.
Turcja jest niesamowita. Jednego dnia śpisz vanem nad morzem, następnego jedziesz przez opuszczone wioski i górskie serpentyny, a chwilę później stoisz pośrodku parującego siarkowego strumienia, w ruinach rzymskich łaźni sprzed dwóch tysięcy lat.
Plaża Delikli to jedno z tych miejsc w Turcji, które wciąż pozostaje stosunkowo mało znane, a jednocześnie potrafi zachwycić bardziej niż popularne kurorty. Dzika natura, niezwykłe formacje skalne i spokojny wypoczynek z dala od tłumów.
Opuściłyśmy Kleopatra Beach i ruszyłyśmy w kierunku mało znanego, a niezwykle klimatycznego miejsca – St. Tuka Tuz Gölü. Wypatrzyłyśmy je na google maps, licząc nieśmiało na spotkanie z flamingami. To naturalne jezioro solankowe zachwyca spokojem, surowym krajobrazem i właściwościami zdrowotnymi.
Pierwszy i ostatni kontakt z Turcją miałyśmy w dość niedocenianym przez polskich turystów mieście Edirne. Ma ono jednak sporo do zaoferowania. To starożytne miasto zwane kiedyś Adrianopolem posiada liczne zabytki, wpisane na listę UNESCO.
Jak dojechać do Turcji w dwa dni pomimo awarii i jak dalej podróżować pomimo przeciwności losu
BADYLEK listopada 07, 2025Baile Herculane, dawne „Łaźnie Herkulesa”, to jedno z najstarszych uzdrowisk w Europie. Niegdyś perła Cesarstwa Austro-Węgierskiego, dziś łączy w sobie czar minionych czasów, zapach siarki i autentyczną atmosferę rumuńskiego kurortu. Tutaj przeszłość i teraźniejszość spotykają się w gorących źródłach nad rzeką Cerna.
Bełogradczik to miejsce, które wygląda jakby natura przez chwilę bawiła się w rzeźbiarza. Fantazyjne formacje skalne wyrastają tu z ziemi, a każda ma swój kształt, charakter i legendę.
Bułgaria to kraj kontrastów – od tętniącego życiem wybrzeża Morza Czarnego, po majestatyczne pasma górskie. Ale są tu też miejsca, gdzie czas się zatrzymuje, a ziemia obdarza nas swoim najcenniejszym skarbem – gorącą, uzdrawiającą wodą.
Kolejny dzień naszej bułgarskiej przygody zaprowadził nas do Melnika - miejsca absolutnie magicznego. To miasteczko, choć oficjalnie jest najmniejszym miastem w Bułgarii, ma duszę giganta. Połączenie doskonałego wina, wspaniałej kuchni i niesamowitych, księżycowych krajobrazów sprawia, że jest to miejsce jedyne w swoim rodzaju.
Plan na ten dzień był prosty - zobaczyć jaskinię Jagodińską, a potem ruszyć dalej w stronę zachodu. Dlatego noc spędziłyśmy niedaleko wejścia – prosto i praktycznie.
Kierunek: zalew nad rzeką Arda! Stamtąd planowałyśmy niewielki trekking do jaskini o wdzięcznej (i jak się potem okazało – bardzo trafnej) nazwie Utroba (czyli dosłownie "łono") .
Zastanawiałyśmy się, czy w ogóle zwiedzać to miasto — bo z jednej strony czas nas gonił, a z drugiej... no jak to tak, być w Bułgarii i nie zobaczyć kawałka Bułgarii? Dobrze, że jednak nie odpuściłyśmy i szkoda, że Płowdiw nie miał dla nas więcej godzin w ofercie.
W pogoni za zapachem stulecia, wylądowałyśmy w Kazanłyku. To miasto na pierwszy rzut oka nie rzuca na kolana. Wręcz przeciwnie – bardziej przypomina miejsce, gdzie marzenia o potędze umarły w latach 90tych.
Zacznijmy od tego, że Bezłudża to nie jest zwykłe "must see" w Bułgarii, ale prawdziwa perła socrealizmu, idealna dla miłośników urbexu i kosmicznych widoków.
Naszym kolejnym przystankiem były okolice Burgas, ale nie interesował nas oczywiście ten mocno przereklamowany kurort turystyczny. W niedalekiej okolicy znajduje się różowe, słone jezioro Atanasovsko.
Kontynuowałyśmy naszą bułgarską podróż, przemieszczając się dalej wzdłuż Morza Czarnego. Na śniadanie zjechałyśmy w malownicze miejsce, tuż przy ujściu rzeki Karadera do morza.



















