Bajdarka na Dunajcu z Olkiem Dobą

czerwca 25, 2014

Dunajec 2014, kajak składany, kajaki, spływ kajakowy międzynarodowy

Międzynarodowy Spływ Kajakowy na Dunajcu to renomowany, jeden z najstarszych międzynarodowych spływów na świecie. To coroczna impreza, tradycjami sięgająca lat 30-tych. W tym roku postanowiłyśmy i my wziąć w niej udział.
Impreza odbywa się w długi weekend Bożego Ciała. Droga do pokonania była spora – z Leszna do Krościenka nad Dunajcem jest ponad 500 km. Zameldowałyśmy się na polu namiotowym w środę, uiściłyśmy opłatę i odebrałyśmy numery startowe.


Przyjechałyśmy do Nowego Targu, skąd wystartować miałyśmy następnego dnia w pierwszym etapie spływu. Na boisku znajdowało się już mnóstwo kajaków i kanadyjek. Parę osób rozkładało swoje składane kajaki więc i my zabrałyśmy się za rozkładanie Bajdarki. W międzyczasie gawędziłyśmy z każdym, kto podchodził zaciekawiony naszym kajakiem.











W pewnym momencie zauważyłyśmy postać, trudną do pomylenia z kimkolwiek innym. Olek Doba! Właśnie wrócił ze swojej drugiej wyprawy transatlantyckiej. On również podszedł obejrzeć nasz kajak, skorzystałyśmy więc z okazji i zrobiłyśmy sobie z nim pamiątkowe zdjęcia.





Rano wystartowałyśmy w Nowym Targu. To był nasz pierwszy spływ górską rzeką więc nie wiedziałyśmy czego się spodziewać. Na początku lądowałyśmy na płyciznach. Na tym odcinku Dunajec nie jest zbyt głęboki.




Co jakiś czas mijałyśmy się z Olkiem Dobą, który udzielał nam fachowych rad i pomagał przy przenosce na niskim progu w Waksmundzie.
Poniżej znaleziony w sieci fragment filmu z przerzucania Bajdarki przez Olka. Film dokumentuje pobyt Olka Doby na LXXIII MSKnD - autorstwo www.kryjucz.pl







Z biegiem nurtu rzeka stawała się coraz bardziej bystra i trochę niebezpieczna. Woda napierała na olbrzymie głazy wystające z rzeki. Trzeba bardzo uważać żeby nie uszkodzić delikatnej konstrukcji składaka. Najlepiej radzili sobie uczestnicy płynący gumowymi pontonami. Jeden z takich pontonów uderzył w nas z impetem i popłynął dalej a my wylądowałyśmy w wodzie. Bajdarka trochę ucierpiała - zgięły się 2 aluminiowe rurki szkieletu. Nie było to jednak na tyle poważne uszkodzenie, by odpuścić dalszą trasę.




Odpłynęło nam jedno wiosło, ale na szczęście kawałek dalej ktoś je wyłowił i wyrzucił na brzeg. To miejsce było dość feralne. Na naszych oczach przewróciło się tam kilka kajaków. My przeciągnęłyśmy nasz na spokojniejszą wodę i popłynęłyśmy dalej do zalewu Czorsztyńskiego, gdzie na cyplu w Mizernej znajdowała się meta pierwszego etapu.









Z Mizernej autokar zawiózł nas do Krościenka, czekał tam już na nas gorący posiłek, a wieczorem opowieść Olka o swoich zmaganiach na oceanie.


Kolejny dzień spływu to przełom Dunajca! Autokar zawiózł nas za zaporę zalewu do Sromowców Wyżnych.









Przełom Dunajca to znany szlak turystyczny, którym od dziesiątków lat organizowane są regularne flisackie spływy na tratwach, stanowiące atrakcję na skalę europejską. Dunajec płynie w głębokim, wyżłobionym przez siebie skalnym wąwozie. Na długości 9 km siedmiokrotnie gwałtownie skręca, (trzy zakręty przekraczają kąt 130°, a wysokość urwistych, wapiennych ścian sięga 300-500 metrów ponad lustro wody).









Wystarczy ustawić się za tratwami żeby płynąć bezpiecznie i wygodnie. Starałyśmy się cały czas unikać głazów i ścian skalnych. Na rzece w pewnym momencie zauważyłyśmy czarnego bociana, który nic sobie nie robił z przepływających tłumów. Wydawał się bardzo oswojony. Ruch na rzece był naprawdę spory. Płynęły tratwy zarówno polskie jak i słowackie oraz mnóstwo pontonów z turystami na pokładzie, a do tego jeszcze nasz masowy spływ.
Przełom Dunajca jest niesamowicie piękny, szkoda, że nie mogłyśmy robić zdjęć. Nurt był zbyt szybki i trzeba było cały czas skupiać się i bardzo uważać. Po drugiej stronie rzeki zauważyłyśmy fajną trasę spacerowo-rowerową. Szkoda, że nie starczyło nam czasu na wszystkie atrakcje w okolicy bo chętnie przejechałybyśmy tę trasę rowerami. Trzeba będzie tu wrócić! Skończyłyśmy etap II na mecie w Krościenku.



W dalszej części dnia odbył się slalom na torze kajakowym, jednak tym razem byłyśmy tylko obserwatorkami. Trochę żal nam było wystawić Bajarkę na ryzyko połamania, zwłaszcza, że taki los spotkał wczoraj inny kajak składany. Postanowiłyśmy zatem kibicować załogom z brzegu.








Przy okazji zwiedzania Krościenka odkryłyśmy niesamowite lody tradycyjne. Smak dzieciństwa, rozkosz dla podniebienia, prawdziwe, lekkie i w 100% naturalne! Miejsce to nosi nazwę „Lody u Marysi” i mieści się na Rynku. Będąc w Pieninach grzechem byłoby ich nie spróbować.


Nie zdecydowałyśmy się na udział w ostatnim, trzecim etapie spływu. Poziom wody był bardzo niski, sporo osób się wycofało w obawie o sprzęt. Poza tym miałyśmy w planie spacer po górach, o którym można przeczytać tutaj. Z żalem złożyłyśmy tego dnia Bajdarkę ale wrażenia z Dunajca zostaną w nas jeszcze na bardzo długo.

Dunajec, 19-20 czerwca 2014

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram