Bornholm - słoneczna wyspa

sierpnia 15, 2007


Na Bałtyku, oddalona o niecałe 100 km od polskiego wybrzeża, położona jest duńska wyspa Bornholm. Zwana jest również Perłą Bałtyku, Majorką Północy oraz Słoneczną Wyspą.
Ta niewielka wyspa to „raj dla rowerzysty”. 230 km tras rowerowych na wyspie o 158 km długości linii brzegowej. Wyjazd rowerowy na Bornholm jest wyprawą bardzo prostą. Nie wymaga super kondycji fizycznej i jest bardzo dobrym pomysłem dla osób, które chcą rozpocząć przygodę z rowerowym podróżowaniem. Południowy Bornholm oferuje szerokie plaże o pięknym, złotym i drobniutkim piasku. Zaś północna część to już zupełnie inny świat, zwany „Riwierą Północy”. Północ to klify skalne, granitowe urwiska, wpadające do Bałtyku. Wrzosowe pola, kolorowe domki, małe farmy rolnicze oddają niesamowity urok tego miejsca. Wyspa posiada 26 tras rowerowych. Większość z nich pokryta jest nawierzchnią asfaltową oraz szutrową. Część tras rowerowych zbudowano w miejscach zlikwidowanych torowisk kolejki bornholmskiej. Trasy takie znajdują się w stosownej odległości od ruchu drogowego, dlatego zwiedzanie Bornholmu na rowerze jest bezpieczne i przyjemne. Na obwodzie wyspy oraz w jej środkowej części znajdują się kempingi, schroniska młodzieżowe, tanie pola biwakowe, a także liczne pensjonaty i hotele. Aby objechać Bornholm w koło wystarczy pokonać dystans 104 km. Wyspa jest bardzo urozmaicona, czasami można się poczuć jakbyśmy byli w kilku różnych krajach.


Skuszone pięknymi opisami wyspy, decydujemy się na rowerowy urlop na tej fascynującej wyspie. Jedziemy do Kołobrzegu i zostawiamy samochód na terenie nieczynnej bocznicy kolejowej. Znajoma prowadzi tu wczasy wagonowe i pozwala nam zostawić samochód w bezpiecznym miejscu. Pozwala nam również przenocować w wagonie, co stanowi dla nas śmieszną atrakcję. Startujemy przed świtem 6 sierpnia. Korzystamy z Kołobrzeskiej Żeglugi i płyniemy katamaranem do miejscowości Nexo. Rejs rozpoczyna się o godz. 06:00 rano i na miejscu jesteśmy o godz. 10:30.




Z Nexo jedziemy do Dueodde. Po krótkim objeździe miasteczka i spróbowaniu sławnych lodów udajemy się na pobliska plażę.




Jesteśmy zaopatrzone w przewodnik po wyspie z zaznaczonymi tanimi miejscami biwakowymi. W kilku punktach na wyspie utworzono takie właśnie miejsca by każdy, także mniej zamożny turysta mógł z nich skorzystać. Zlokalizowano je przeważnie na farmach. Są to zwykle wykoszone łączki czy pastwiska z ławkami lub wiatami i ewentualną możliwością skorzystania z prysznica. Opłaty za biwakowanie i prysznice zwykle zbierane są przez gospodarza lub po prostu należy wrzucić pieniądze do skarbonki. Panuje tu ogólne zaufanie do ludzi. To samo jest z kramikami znajdującymi się przy gospodarstwach. Wypełnione są różnymi produktami czy przetworami rolnymi, na których widnieją ceny a obok stoi skarbonka. Dzisiaj nocujemy przy miejscowości Pedersker w urokliwej winnicy. Korzystamy z okazji żeby spróbować lokalnego wina z truskawek. Pyszne i orzeźwiające.




Rano pakujemy się w sakwy i ruszamy na dalsze zwiedzanie. Po drodze mijamy majestatyczne romańskie rotundy i kaplice, otoczone charakterystycznymi, często już współczesnymi, cmentarzami. Surowe, ascetyczne wnętrza przenoszą w historię sprzed niemal tysiąclecia. Wśród zapisków historii jako ich możliwych budowniczych wymienia się nawet templariuszy. Są bez wątpienia uroczą wizytówką wyspy.



Po drodze zahaczamy o muzeum NaturBornholm. Zostawiamy rowery z całym dobytkiem na parkingu dla cyklistów, bez żadnego zabezpieczenia. Zapomniałyśmy zabrać zapięcie rowerowe ale postanowiłyśmy się tym nie przejmować. Podobno kradzieże się tutaj nie zdarzają. Samo muzeum robi spore wrażenie. Nowoczesne centrum przyrodnicze umożliwia poznanie i zrozumienie wyjątkowej natury Bornholmu. Można poznać historię wyspy od prehistorii do współczesności. Ciekawostką jest również to, że w muzeum pracuje polski przewodnik.



Z muzeum warto pójść na wycieczkę paleontologiczną. Podczas krótkiego spaceru ścieżką naukową można tu zobaczyć zaznaczoną wygładzonymi głazami narzutowymi granicę geologiczną między Europą kontynentalną a Skandynawią, kamienne pofalowane dno morza sprzed 435 mln lat z odciskiem meduzy i zęby skał wypiętrzonych podczas trzęsienia ziemi wywołanego zderzeniem Europy z Afryką 200 mln lat temu.



Największą atrakcją jest jednak miejsce zetknięcia się dwóch płyt tektonicznych. Jeśli stanąć w rozkroku, można jedną nogę postawić na gnejsie sprzed 1,7 mld lat (prekambr), a drugą na piaskowcu, który powstał 545 mln lat temu (kambr). 1,2 mld lat różnicy!



Po zwiedzeniu kierujemy się do stolicy wyspy - Ronne. To największe miasto liczy około 14.000 mieszkańców. Znajduje się tutaj duży port. Przybijają tu promy, z których można skorzystać planując przyjazd na Bornholm samochodem. Zwiedzamy rynek, a następnie przemieszczamy się urokliwymi uliczkami i docieramy do najmniejszego domu na Bornholmie.






Nasycone atrakcjami całego dnia zmierzamy na nocleg. Tym razem miejsce usytuowane jest w odległości 7 km od Ronne w miejscowości Arnager. Rozbijamy namiot w wielkim ogrodzie przy domu należącym do wiekowego małżeństwa.



Kolejnego dnia droga zaczyna piąć się w górę. Zmierzamy do najwyżej położonego punktu na wyspie. Trasa prowadzi malowniczo wzdłuż wybrzeża. Mijamy charakterystyczne wędzarnie. Zatrzymujmy się przy jednej i degustujemy specjalność wyspy - Słońce nad Bornholmem - gorący, świeżo wędzony śledź, podawany z surowym żółtkiem, rzodkiewką, szczypiorkiem, ciemnym żytnim chlebem i koniecznie z duńskim masłem. Poezja! Niebo w gębie!






Tak uraczone docieramy na Jons Kapel, taszcząc rowery po stromych schodach. Jons Kapel (Kaplica Jana) to niezwykle efektowna formacja skalna, położona na zachodnim brzegu wyspy. Jak głoszą miejscowe legendy było to miejsce w którym około tysiąca lat temu mnich Jon nawracał okolicznych pogan na chrześcijaństwo, a swoje kazania głosił ze szczytu przeszło 20 metrowej skały zwanej amboną. Dziś prowadzi do niej 108 malowniczych kamiennych schodków ciągnących się przy krawędzi skały. W pobliżu skały znajdują się także trzy niewielkie groty w których miał mieszkać mnich. Każda z nich spełniała osobną funkcję, sypialni, jadalni i piwnicy. Widoki ze szczytu schodów są niepowtarzalne.






Wracamy do pozostawionych na parkingu rowerów i jedziemy do Allinge, racząc się po drodze świeżymi figami i jeżynami. Przy gospodarstwie Egelokke znajdują się dwa place biwakowe. Jeden z nich jest położony na przytulnym trawniku, tuż za gospodarstwem, na samym skraju lasu. Drugi jest położy 300 metrów dalej. Korzystamy z tego pierwszego i postanawiamy pozostać tu dwie noce.






Nazajutrz jedziemy rowerami w stronę centrum wyspy do miejscowości Klemensker. Wyrabia się tu znany i lubiany ser pleśniowy. Nie przemyślałyśmy jednak do końca tej wycieczki bo w mleczarni nie ma sklepu firmowego ani możliwości obejrzenia procesu produkcji sera. Wracamy z powrotem do Allinge. Po drodze zwiedzamy rotundy, dawny kamieniołom granitu. Na biwaku robimy ognisko i pieczemy kiełbaski na miłe zakończenie dnia.








Rano pakujemy się, wrzucamy pieniądze za pobyt do puszki i jedziemy dalej. Kierujemy się na wybrzeże zwiedzić ruiny zamku Hammershus. Zamek i kompleks fortyfikacji znajdujący się na północnym krańcu wyspy jest największym tego typu obiektem w północnej Europie. Został zbudowany przez Duńczyków około 1255 roku. Z zamku roztacza się wspaniały widok. Przy dobrej pogodzie można zobaczyć stąd wybrzeże Szwecji. Niestety nam nie jest to dane. Dzień jest bardzo mglisty i nawet nie widać morza pod zamkiem. Może innym razem się uda.




Zjeżdżamy do leżącej na północy miejscowości Sandvig. Jest to urocza rybacka wioska, która wygląda jakby się zatrzymał w niej czas. W miejscowości tej nie możemy się oprzeć uczcie w bufecie rybnym. Takiej ilości ryb, a zwłaszcza śledzi pod różnymi postaciami, ostryg, krewetek i małży jeszcze nie widziałyśmy na żywo. Objadamy się wprost nieprzyzwoicie. Ledwo się dotaczamy do naszego dzisiejszego noclegu w Gudhjem. Jest to duża polana nieopodal nowoczesnej farmy. Trzeba przejść spory kawałek przez łąkę żeby skorzystać z prysznica.



Rano zrywamy się wcześnie i kierujemy się do Gudhjem. Mijamy po drodze zabytkowy wiatrak, który wciąż jest czynny i można przemielić w nim mąkę. W miejscowościach na wybrzeżu zwiedzamy małe huty szkła. Wypala się tu i formuje artystyczne wyroby szklane. Cały proces można oglądać na żywo, a w sklepiku zakupić stworzone tu arcydzieła.




Zwiedzamy też fabrykę tradycyjnie wyrabianych cukierków. Tu także można podziwiać na żywo proces ich wyrobu i zakupić w sklepiku, co oczywiście czynimy.



Po drodze zatrzymujemy się przy jednej z licznych wędzarni i zamawiamy tym razem makrelę z sałatką ziemniaczaną. Zmierzamy do naszego ostatniego noclegu niedaleko miejscowości Aarsdale. Oprócz nas nocuje to paru innych cyklistów z Polski. Między innymi dość już leciwe małżeństwo. Są zadowoleni z wycieczki, wyposażeni w dobry sprzęt, jedynie namiot pamięta chyba czasy ich młodości.





W nocy zrywa się burza i spadają na nas hektolitry wody. Nasz mały namiocik dzielnie się spisuje. Rano widzimy, że nie wszyscy wyszli z tego bez szwanku. Wspomniane małżeństwo suszy cały dobytek na słońcu. Niestety ich namiot nie wytrzymał naporu deszczu. Dzień się zapowiada jednak słoneczny więc bez problemu wysuszą rzeczy. My zmierzamy do Nexo. Mamy jeszcze sporo czasu do odpłynięcia katamaranu. Idziemy więc do parku motyli. Można tu odnieść wrażenie, że przebywa się w jakimś egotycznym miejscu w Ameryce Południowej. Motyle przefruwają nad głową całymi stadami.



Zwiedzamy starówkę, jemy po raz ostatni śledzia z żółtkiem i zmierzamy do portu.




To już koniec tej wspaniałej wycieczki. Katamaran dowozi nas do portu w Kołobrzegu późno wieczorem. Nocujemy dość niewygodnie bo w samochodzie, a rano objeżdżamy rowerami prawie cały Kołobrzeg w poszukiwaniu miejsca serwującego śniadania. W końcu udaje nam się trafić coś fajnego i najadamy się pysznym angielskim śniadaniem. Wracamy do samochodu, pakujemy rowery i jedziemy do Leszna.



Bornholm, 5-13.08.2007

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram