Rowerem po Mazurach i Śniardwy dookoła w jeden dzień

sierpnia 29, 2011


Po tygodniu spędzonym w kajaku na Krutyni (link do posta) mamy zamiar kolejny tydzień zwiedzać Mazury pieszo i rowerami.
Jako bazę obieramy Giżycko. Nazywane jest ono stolicą żeglarstwa w Polsce. Jest jednym z głównych portów na szlaku wielkich jezior mazurskich i jednym z większych ośrodków turystycznych i wypoczynkowych. Znajdujemy tu fajny i  niedrogi nocleg tuż nad kanałem łączącym jezioro Kisajno z jeziorem Niegocin.


Zwiedzamy całe miasto wraz z nowoczesną Eko Mariną w porcie. Największą atrakcją Giżycka jest most obrotowy na kanale Łuczańskim. Obsługa mostu odbywa się ręcznie, zgodnie z pierwotnym założeniem konstruktorów, tak że ważący 100 ton most obsługuje jedna osoba. Cała operacja otwierania lub zamykania mostu zajmuje jednemu operatorowi około 5 min. Most otwierany jest (zamykany dla ruchu kołowego) według dziennego rozkładu dostosowanego do rozkładu rejsów statków Żeglugi Mazurskiej. 



Zwiedzamy jeszcze zabytkową, odrestaurowaną wieżę ciśnień. Obecnie w wieży znajduje się lokalne muzeum i klimatyczna kawiarnia, z której roztacza się wspaniały widok na całą okolicę i wielkie jezioro Niegocin.
Jak zwykle w takich miejscach mamy problem z namierzeniem smacznej i świeżej ryby. Marzy nam się sielawa z mazurskich jezior.



Rano wskakujemy na rowery i zmierzamy do słynnego Wilczego Szańca, tajnej twierdzy Adolfa Hitlera. Znajduje się ona na wschód od leżącej na skraju lasu wsi Gierłoż i 8 km na wschód od Kętrzyna. Kwatera została wybudowana, aby Hitler mógł z niej dowodzić wojskami podbijającymi ZSRR. Jedziemy drogą przez miejscowości Piękna Góra, Guty, Doba i Parcz.




W Gierłoży zostawiamy rowery na parkingu i idziemy zwiedzać. Tajna baza jest obecnie zaniedbanym, betonowym rumowiskiem. Bez objaśnień przewodnika trudno zorientować się co jest czym i jak to mniej więcej funkcjonowało. Niestety brak tablic informacyjnych i opracowanych ścieżek do zwiedzania. 





Jedziemy dalej do Starej Różanki, gdzie stoi zabytkowy XIX wieczny wiatrak typu holenderskiego w bardzo dobrym stanie. Jest całkiem inny niż nasze wielkopolskie koźlaki. 


Po obejrzeniu wiatraka jedziemy do Kętrzyna z zamiarem zwiedzenia tego zabytkowego miasta. Docieramy na dworzec kolejowy sprawdzić rozkład jazdy. Okazuje się, że za chwilę nadjedzie pociąg do Giżycka. Rezygnujemy więc ze zwiedzania Kętrzyna, wsiadamy do pociągu z rowerami i wracamy do naszej bazy.

Kolejną wycieczkę rowerową zaplanowałyśmy do Węgorzewa. Kierujemy się na Świdry, Harsz a potem skręcamy w stronę Sztynortu. Wydłuży nam to trasę ale chcemy przejechać mostem pomiędzy jeziorami Dargin i Kirsajty. W Sztynorcie robimy przerwę na kawę i deser. Panuje tu przyjemny, wakacyjny klimat bez tłumów turystów.



Jedziemy wzdłuż jeziora Dargin. Na trasie spotykamy sympatyczną pięćdziesięciokilkuletnią turystkę rowerową. Podczas krótkiego postoju zawieramy znajomość i dowiadujemy się o fajnym sposobie na spędzenie wakacji w rowerze, oferowanym przez biura podróży. Chętni otrzymują mapki z dziennymi odcinkami do pokonania. Organizator dostarcza rowery oraz dowozi bagaże pomiędzy poszczególnymi miejscami noclegowymi. Odcinki są uzależnione od możliwości kondycyjnych uczestników. Noclegi są komfortowe a wyżywienie w postaci śniadania i obiadokolacji oraz suchego prowiantu na cały dzień. Poznana pani korzysta z takiej właśnie formy wypoczynku całkiem sama, bo jak twierdzi, mąż nie jest tym zainteresowany, ani też żadna z jej koleżanek. Wygląda jednak na bardzo zadowoloną i uśmiecha się opowiadając nam to wszystko. Docieramy do Węgorzewa.



Szybko objeżdżamy tą mała miejscowość. Dojeżdżamy promenadą do portu. Właśnie przypłynął statek Żeglugi Mazurskiej z Giżycka, po krótkim postoju będą wracać z powrotem. Nie namyślamy się długo i kupujemy bilety na rejs powrotny stateczkiem. Wracamy do Giżycka - przyjemnie, przez jeziora. Załoga statku zarzuciła sieci i po chwili mają już mnóstwo sielawy. Kupujemy od nich kilkanaście szt. i po powrocie robimy sobie ucztę. Świeża, smażona w całości, chrupiąca sielawa + piwo = niebo w gębie.





Ostatniego dnia pobytu na Mazurach wpadamy na trochę szalony plan objechania rowerami największego jeziora - Śniardwy. Zakładamy rowery na dach i jedziemy do Mikołajek, skąd startujemy.



Kierujemy się drogą wzdłuż jeziora Mikołajskiego do promu na jeziorze Bełdany. Przemieszczamy się na drugi brzeg i zwiedzamy Wierzbę.


Wierzba to mała, urocza wieś zlokalizowana nad jeziorem Bełdany. Znajduje się tu agroturystka, port jachtowy, Dom Pracy Twórczej PAN, sklep. Robimy małą przerwę na kawę.
Śniardwy posiadają liczne odnogi w postaci mniejszych jezior, które trzeba objeżdżać nieraz dość szerokim łukiem. Jedziemy mało uczęszczanymi asfaltowymi drogami, leśnymi dróżkami, piaszczystymi polnymi drogami.






Docieramy do miejsca zwanego Niedźwiedzim Rogiem. Jest tu punkt widokowy na Śniardwy. Jezioro robi wrażenie morza, prawie nie widać drugiego brzegu.





Oczywiście nieraz błądzimy, a chcąc wrócić do głównej drogi przedzieramy się przez pola i bezdroża. Rowery mamy oblepione pajęczynami i nierzadko wielkimi pająkami. W pewnym momencie wjeżdżamy w olbrzymie stado żurawi. Płoszymy je niezamierzenie. Ptaki kołują nad naszymi głowami wydając donośny klangor.



W Nowych Gutach obserwujemy zachód słońca. Większość trasy za nami ale jeszcze sporo zostało. Jedziemy dalej w gasnących promieniach słońca.


Wyciągamy lampki, które na szczęście przezornie zabrałyśmy. Ostatni odcinek pokonujemy w ciemnym lesie, gdzie bez świateł nic byśmy nie widziały. Bardzo późno docieramy do samochodu, potwornie głodne i potwornie zmęczone. Trudno oszacować ile przejechałyśmy dziś kilometrów ale na pewno ponad 100. To nasza najdłuższa trasa. Szybko coś jemy i pakujemy rowery na dach. Wracamy przed północą do Giżycka.
Po rowerach znów zamarzył nam się kajak więc wybrałyśmy się na Sapinę (link do posta).

Mazury, sierpień 2011

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram