Miodowa trasa

maja 03, 2011


Wymyśliłyśmy tę trasę dawno temu, całkiem przypadkiem i od razu stała się tą ulubioną. Jest to trasa lekka, dość łatwa i przyjemna, długości ok. 40 km. Wiedzie przez najpiękniejsze zakątki regionu leszczyńskiego.
Trasa prowadzi z Leszna, gdzie mieszkamy do Witosławia i z powrotem. Jej zaletą jest to, że można ją dowolnie modyfikować, skracać albo wydłużać. Oczywiście staramy się zawsze przemierzyć ją w taki sposób, żeby wracać inną drogą, niż przyjechałyśmy.


Startujemy z Leszna i jedziemy przez Grzybowo do miejscowości Osieczna. Prowadzi tu wygodna, asfaltowa ścieżka rowerowa. Trasa wiedzie cały czas w dół, można więc jechać nie męcząc się ani trochę. Mimo, iż biegnie ona wzdłuż drogi samochodowej to jest przyjemna i w większości jedzie się tuż przy lesie. Na trasie ustawione są wiaty dla chcących odpocząć.



Osieczna to nieduże miasteczko, położone wśród polodowcowych jezior, liściasto-iglastych lasów i terenów o niezwykle urozmaiconej rzeźbie. Największym akwenem regionu jest jezioro Łoniewskie. Latem przyciąga ono do Osiecznej rzesze plażowiczów. Miasteczko bogate jest w liczne zabytki, w szczególności warto zwiedzić zamek położony bezpośrednio przy jeziorze, późnogotycki kościół Św. Trójcy, kościół protestancki, klasztor franciszkanów oraz lapidarium i stary cmentarz ewangelicki. 
Największe wrażenie jednak robi skupisko trzech wiatraków koźlaków, stojących na wzgórzu przy szosie Śrem-Leszno. Najstarszy z nich pochodzi z 1761 r. Znajduje się tu muzeum młynarstwa i odbywają się tematyczne imprezy.





Z Osiecznej trasa wiedzie dalej w stronę Drzeczkowa (z ul. Kościuszki skręcamy w lewo w ul. Osiedle) wzdłuż rzeki Samica, spinającej ciąg jezior: Drzeczkowskie, Witosławskie, Wojnowickie, Jezierzyckie i Wonieskie.
W Drzeczkowie warto obejrzeć odrestaurowany pałac, powstały w 1869r. Kiedy wybuchła wojna właściciel pałącu - baron Horst z żoną i córkami bał się Rosjan i represji z ich strony, dlatego podczas ucieczki otruł siebie i swoją rodzinę. Po wojnie dobra rozparcelowano. Pałac należał do Państwowego Gospodarstwa Rolnego. W latach 1962 - 1992 w rezydencji mieściła się szkoła rolnicza. W 2004 roku stał się własnością prywatnych właścicieli, którzy przywrócili mu dawny świetny wygląd. Obecnie pałac wraz z zabudowaniami i parkiem służy za ośrodek wypoczynkowo-relaksacyjny z miejscami noclegowymi. Organizowane są tu szkolenia, konferencje, pikniki, wesela itp.



Dla tych, których nie interesują pałace lub wolą kontakt z naturą polecamy przejechać mostek na Samicy koło rybaczówki przy jeziorze Drzeczkowskim i zagłębić się w las. Trasa jest bardzo malownicza i prowadzi leśną drogą tuż przy jeziorze. Często spotykamy w tej okolicy bieliki.





Wczesną wiosną odbywają się tu spektakularne przeloty tysięcy gęsi, a jesienią tysiące żurawi zlatuje się tu na noclegowiska.




Na trasie znajduje się rezerwat przyrody Ostoja Żółwia Błotnego, utworzony w 1974 r. w celu ochrony tego rzadkiego gada. Co prawda nigdy nie udało nam się tu spotkać żadnego żółwia ale może kiedyś się poszczęści. Tuż przed Witosławiem mijamy wielkie rozlewisko w lesie. To robota bobrów. Na małym, leśnym strumyku pobudowały tamy i utworzyły staw. Jeśli ktoś ma wystarczająco dużo cierpliwości i czasu to może wcześnie rano albo późno wieczorem poobserwować te sympatyczne gryzonie w akcji.





W końcu trasa doprowadza nas do pałacu w Witosławiu. Zbudowany on został na przełomie XIX i XX w i był własnością niemieckiej rodziny. Po wojnie w pałacu mieściła się szkoła, którą zamknięto w 1981 roku. Pałac niszczał do 1996 roku. Następnie został gruntownie wyremontowany przez obecnego właściciela i służy teraz wraz z przylegającym do niego sześciohektarowym parkiem za Ośrodek Apifitoterapii, czyli ośrodek, w którym leczy się określone schorzenia za pomocą produktów pszczelich i wyciągów z ziół.



W Pałacu funkcjonuje sklepik oferujący przeróżne produkty pszczele. Między innymi "Miodówkę Witosławską" oraz "Miód Witosławski" - oba te produkty wpisane są na Listę Produktów Tradycyjnych woj. wielkopolskiego. Pałac otoczony jest przepięknym zabytkowym parkiem ze starym drzewostanem, takim jak lipy, dęby, czarne sosny, klony, jesiony, kasztany, platany i inne.



Największym bogactwem pałacu jednak są oczywiście pszczoły. W dole parku stoją rzędem barwne ule. To miejsce gdzie nie należy chodzić i przeszkadzać owadom w ich pożytecznej pracy. Właściciel obiektu często wychodzi do gości i zachęca ich do zwiedzania znajdującej się za parkiem woliery z ptakami. Namawia także do małego eksperymentu, polegającego na przytulaniu się do wielkich dębów. Można się z tego śmiać ale może jest to jakiś sposób na wyciszenie się i uświadomienie sobie, że człowiek jest tak naprawdę małą istotą w porównaniu do potężnych, kilkusetletnich drzew.




Okraszeniem całego pobytu w Witosławiu jest oczywiście słynny miodownik - cel słodkiej podróży. Jest to ciasto robione według tajnej receptury, którego główną składową jest miejscowy miód. Oprócz miodu w cieście są orzechy włoskie, czekolada i lekki, delikatny krem śmietankowy. Ciasto pieczone jest odpowiednio wcześniej by po kilku dniach mogło trafić do pałacowej kawiarni, kiedy to jego smak i struktura stają się najbardziej idealne. Ciasto jest po prostu wyśmienite. Do tego kawa obowiązkowo słodzona witosławskim miodem lub napar z tutejszego kwiatu lipy. Specjałami tymi najlepiej raczyć się siedząc na tarasie pałacu lub w „parkowej kawiarence” - w cieniu drzew i wśród śpiewu ptaków. 


Jeśli ktoś zgłodnieje może zamówić obiad. Co prawda nigdy nie jadłyśmy tu nic, poza miodownikiem ale słyszałyśmy, że kucharka witosławska przygotowuje bardzo smaczne domowe posiłki. Po kawie i cieście można zejść na brzeg jeziora i poleżeć na plaży. Wszędzie panuje błoga cisza i spokój. 



Po przyjemnym odpoczynku czas wracać więc wsiadamy na rowery i jedziemy polną drogą po drugiej stronie jeziora. Wiedzie ona wzdłuż stawów hodowlanych, na których żerują stada gęsi, czapli i kormoranów. Nieraz można też zobaczyć zimorodki, wąsatki i inne rzadkie ptaki. Jedzie się wśród pięknych pejzaży, wzgórz i pagórków. 




Po dotarciu do znanego mostku na Samicy, jedziemy wzdłuż rzeki z powrotem do Osiecznej. W Osiecznej przed stacją benzynową skręcamy w lewo w ul. Łoniewską i jedziemy nią, aż do momentu kiedy widzimy po prawej stronie w lesie początek zielonego szlaku rowerowego. Skręcamy w prawo na szlak i wracamy lasem przez słynne górki osieckie. Jadąc ul. Łoniewską kawałek dalej można skorzystać z okazji i wejść na platformę widokową „Jagoda”, z której roztacza się niesamowity widok na Osieczną i okolice.




Przejeżdżamy przez Trzebanię i zaczyna malować się przed nami piękny górzysty teren, który niestety wymaga nieco wysiłku przy pedałowaniu. Dla pięknych widoków warto jednak się pomęczyć. W lesie przy odrobinie szczęścia można znaleźć też maleńkie piękne jeziorko. Las zamieszkuje wiele ciekawych zwierząt, widziałyśmy tu nawet kiedyś muflony.







Las kończy się tuż przed ogrodami działkowymi w Grzybowie. Wspaniała przejażdżka piękną trasą. Nic więc dziwnego, że zyskuje ona coraz to nowych zwolenników - amatorów rowerowych przejażdżek i miodownika.

Leszno - Osieczna - Świerczyna - Witosław - Drzeczkowo - Leszno

You Might Also Like

0 komentarze

Instagram