Z bananowej plaży przez oliwiarnię do Tarsu

października 29, 2026


Poranki w vanie mają olbrzymią zaletę – nie trzeba się spieszyć z wymeldowaniem. Szczególnie kiedy budzimy się w takim miejscu jak bananowa plaża w Gazipaşa. 


Chill na bananowej plaży

Obudziłyśmy się w jednym z tych miejsc, w których człowiek od razu zaczyna kombinować, jakby tu zostać na ciut dłużej. Delikdeniz Kral Koyu wygląda niesamowicie. Jasne, poszarpane skały, naturalny kamienny łuk i woda w odcieniach turkusu, który aż trudno uznać za prawdziwy. I te banany wszędzie, gdzie okiem sięgnąć...








Z góry zatoczka wyglądała jak ukryty kawałek raju, wciśnięty między skalne ściany. Przez otwór w skale widać było morze, a niżej woda zmieniała kolor z głębokiego błękitu na niemal przezroczysty turkus. Całość robiła oszałamiające wrażenie. A w tym wszystkim my same i całe to piękno tylko dla nas więc ruszyłyśmy od razu w dół na plażing by z tego raju skorzystać na maxa. 





Nie odważyłyśmy się jednak przepłynąć pod skalnym mostem ponieważ były dość duże fale. Nie chciałyśmy ryzykować obicia o skały.





Po tak cudownie rozpoczętym dniu czekało nas jeszcze leniwe śniadanie i oczywiście leniwa kawa. Wszystko w trybie slowmotion by jak najdłużej cieszyć się tym bajecznym miejscem. 
Z drona obejrzałyśmy sobie twierdzę piracką, którą miałyśmy cały czas przed oczyma. Twierdza pochodzi z 67 r. p.n.e. Była to jedna z ​​największych pirackich twierdz w regionie. Nie chciało nam się jednak tam wdrapywać bo podejście wyglądało na bardzo strome i niebezpieczne a i czasu było też zbyt mało.







Posiedziałyśmy jeszcze chwilę i nacieszyłyśmy oczy bajecznym widokiem. Niestety droga wzywała. Tego dnia miałyśmy do przejechania dość spory kawałek wybrzeża, a po drodze planowałyśmy rozglądać się za kolejnymi oliwiarniami. Spakowałyśmy więc nasz mały dom na kółkach i ruszyłyśmy babanowymi plantacjami w stronę Tarsu. 





Przemierzając bananowe pola zatrzymałyśmy się w jednym z przydrożnych straganów na warzywno-owocowe zakupy i tradycyjny cay. Miejscówka oferowała  przepiękny widok na góry i morze. 














W końcu ruszyłyśmy na północny zachód, w stronę Silifke ale po drodze, w okolicy Anamur zatrzymałyśmy się na chłodzenie w morzu. 

Twierdza Mamure





Oliwiarnia NOLIVA

W okolicach Akdere Koyu zatrzymałyśmy się w NOLIVA , żeby przyjrzeć się bliżej temu, co w tej części Turcji jest wyjątkowo ważne – oliwie z oliwek. No i oczywiście zrobić kolejne zapasy. Ta część Turcji prócz bananów to rozległe gaje oliwne i lokalni producenci, u których można poszukać czegoś więcej niż butelki oliwy stojącej na sklepowej półce. My akurat szczęśliwie trafiłyśmy na zbiory i świeżutkie tłoczenie. Cała hala przetwórcza wyglądała bardzo nowocześnie. Ciężko było się z nimi dogadać ale udało się napełnić 2 duże szklane butle świeżym płynnym zlotem. 







Dla nas takie miejsca są mega fajnym uzupełnieniem podróży. Zamiast zaliczać kolejne atrakcje z listy, można na chwilę zboczyć z głównego szlaku i zobaczyć kawałek codziennego życia regionu. A jeśli przy okazji uda się znaleźć dobrą oliwę, to już w ogóle pełne szczęście.


Silifke – czas na tureckie jedzenie

Pod wieczór przyszedł czas na przerwę i coś konkretnego do jedzenia. Zatrzymałyśmy się w Nayifoğlu Kebap Lahmacun w Silifke. W Turcji postoje na jedzenie potrafią być równie ważną częścią podróży jak widoki za szybą. Lokalne miejscówki z kebabem, lahmacunem i pieczywem z pieca to zupełnie inny sposób na poznawanie kraju niż jedzenie w restauracjach nastawionych wyłącznie na turystów. 



Nayifoğlu specjalizuje się między innymi w kebabach i lahmacunach. To właśnie takie adresy warto zapisywać sobie na mapie podczas podróży przez Turcję – szczególnie kiedy przemierza się kraj własnym samochodem i nie trzeba trzymać się sztywnego planu wycieczki. Zamówiłyśmy adanę, jagnięcinę na szpadce i lahmacuny. Do tego dostałysmy jeszcze dodatki. Wszystko było świeżutkie i przepyszne. 




Wieczorem dotarłyśmy do Tarsu

Po posiłku ruszyłyśmy dalej w kierunku Tarsu, który był naszym celem, ale do przejechania pozostał jeszcze kawałek drogi. Dojechałyśmy tam dopiero późnym wieczorem. Po całym dniu w trasie najważniejsze było znaleźć miejsce na nocleg i jak zwykle padło na plażę. Ale co to była za plaża i jak wyglądała zobaczyłyśmy dopiero rankiem. 


Bananowa plaża, Vanlife Turcja - 20.09.2024

You Might Also Like

0 komentarze