Piękna plaża i dwa teatry w jeden dzień

października 07, 2026


Turcja jest przepiękna, różnorodna i potrafi zadziwiać na każdym kroku. Nocleg i poranek spędziłyśmy nad turkusowym morzem, a chwilę później spacerowałyśmy wśród ruin miast, które pamiętają czasy sprzed ponad dwóch tysięcy lat.

Zatoka Üzüm İskelesi

Poranek spędzony z Gray Wolfami w cichej, ustronnej zatoczce Üzüm İskelesi był bardzo uroczy. Morze jest tu bardzo czyste, a woda ma kolor turkusu, przez który prześwituje kamieniste dno. Pod wodą pływa wiele gatunków ryb, a zatoka przypomina akwarium. Są też drzewa, dające upragniony cień a okolica usłana jest gajami oliwnymi.






Epicka kąpiel wśród ryb i podwodnych skał, pyszne śniadanie na plaży i Gośka ucząca nas tureckiej cebulowej sałatki z sumakiem i natką pietruszki to wspomnienie, które zostanie z nami na długo. Swoją drogą nigdy nie myślałyśmy, że kiedykolwiek zasmakuje nam surowa cebula. 






Po tak przyjemnym poranku przyszedł czas pożegnania (wtedy jeszcze nie wiedziałyśmy, że za parę dni znów się spotkamy i wspólnie spędzimy kolejne fajne chwile) i ruszyłyśmy dalej przed siebie. Miałyśmy od Wilków namiar na fajne ruiny starożytnego miasta Kyaneai więc postanowiłyśmy je zobaczyć. 

Dwa starożytne teatry jednego dnia – vanem po Licji

Podróżując vanem po Licji zauważyliśmy, że starożytne miasta są tu praktycznie wszędzie. Niektóre, jak Myra, zna każdy przewodnik. O innych, takich jak Kyaneai, mało kto słyszał. I właśnie dlatego postanowiliśmy połączyć oba miejsca podczas jednego dnia w trasie. To był ciekawy kontrast – najpierw ruiny po których spacerowałyśmy zupełnie same, a później jedno z najbardziej znanych stanowisk archeologicznych w regionie.

Kyaneai Ören Yeri – ruiny starożytnego miasta w Licji

W podróżach vanem często sama droga jest częścią przygody. Nie inaczej było tym razem. Im dalej od wybrzeża, tym mniej turystycznej Turcji, a więcej tej spokojnej, surowej i prawdziwej. Żadnych tłumów, kolejek do wejścia czy grup z przewodnikiem. Zamiast tego cisza, wiatr, ogromna przestrzeń i tylko my same. 








Kyaneai leży wysoko w górach, niedaleko miejscowości Yavu. To pozostałości starożytnego miasta, którego początki sięgają czasów licyjskich. Teren dawnego miasta jest dość rozległy. Nie ma tu jednej wielkiej, zachowanej budowli. Są tu pozostałości murów, fragmenty budynków, kamienne elementy i sporo grobowców. W krajobrazie rzucają się w oczy charakterystyczne licyjskie sarkofagi, jakby ktoś porozrzucał je po wzgórzu i zostawił na setki lat. Niektóre są częściowo zachowane, inne porozbijane, porośnięte roślinnością albo wtopione w kamienny krajobraz. 




Można też zobaczyć pozostałości teatru. Nie jest to obiekt w takim stanie jak teatr w Myrze czy Aspendos, ale przy odrobinie wyobraźni można zobaczyć jego dawny kształt. Największą zaletą Kyaneai jest jednak to, że ruiny nie zostały „uporządkowane” pod turystów. Nie ma tu wytyczonych ścieżek prowadzących od jednej atrakcji do drugiej. 
Spacerując, trudno nie pomyśleć o tym, jak niewiele potrzeba, żeby całe miasto po prostu zniknęło. Kiedyś chodzili tędy ludzie, którzy mieli swoje domy, rodziny, problemy, plany na kolejny dzień. Dzisiaj zostały po nich kamienie.





Po zwiedzaniu wróciłyśmy do vana i pojechałyśmy dalej w kierunku kolejnego teatru ale najpierw wstąpiłyśmy w Yavu na lunch do Ayse (poleconej nam przez Gray Wolfów). Ayse prowadzi mały camping i maleńką domową knajpeczkę. Podała nam pyszne gozleme z dodatkami więc posilone mogłyśmy jechać do Myry:) 



Myra i historia

Myra leży w pobliżu dzisiejszego miasta Demre, na południowym wybrzeżu Turcji. W czasach starożytnych była jednym z ważniejszych ośrodków Licji – krainy rozciągającej się wzdłuż południowo-zachodniej części Anatolii.
Największe wrażenie robią tutejsze licyjskie grobowce skalne. Zostały wykute bezpośrednio w wysokiej wapiennej ścianie, a ich fasady przypominają niewielkie domy lub świątynie. Patrząc na nie z dołu, trudno uwierzyć, że powstały ponad dwa tysiące lat temu.
Licjanie wierzyli, że dusze zmarłych powinny móc wznieść się ku niebu. Dlatego grobowce umieszczano wysoko nad ziemią – im wyżej, tym lepiej. I właśnie ta wysokość sprawia, że widok jest tak niezwykły. Kamienne fasady wyglądają, jakby ktoś przykleił je do pionowej ściany góry.




Obowiązkowym punktem zwiedzania Myry jest też oczywiście starożytny teatr. Jego ogromna, kamienna konstrukcja pokazuje, jak ważnym miejscem było miasto.
My puściłyśmy tu drona, ale niestety cała okolica usłana jest uprawami roślinnymi i nie sposób pominąć ich na zdjęciach. Troszkę dziwnie to wygląda - niesamowite ruiny antyczne wśród folii i plastiku.







Myra i historia Świętego Mikołaja

Jest jeszcze jeden powód, dla którego Myra zajmuje wyjątkowe miejsce na mapie Turcji. To tutaj działał święty Mikołaj, biskup Myry, znany w tradycji chrześcijańskiej jako dobroczyńca pomagający potrzebującym. Postać historycznego Mikołaja stała się później inspiracją dla legendy, która przez wieki doprowadziła do powstania znanego nam dziś wizerunku Świętego Mikołaja. W pobliżu znajdują się ruiny kościoła św. Mikołaja w Demre, który jest ważnym miejscem dla osób zainteresowanych historią chrześcijaństwa. W sumie to żałujemy, że go nie obejrzałyśmy bo ciekawy z niego urbex.

Dwa teatry, dwa różne miejsca

Choć oba miasta powstały w tej samej części starożytnego świata, dziś dają zupełnie inne doświadczenia. Myra to miejsce popularne, dobrze przygotowane do zwiedzania i obowiązkowy punkt dla wielu turystów odwiedzających region. 
Kyaneai jest zupełnie inne, surowe - takie jak lubimy. Trzeba trochę pospacerować, czasem zejść ze ścieżki i samemu odkrywać kolejne fragmenty miasta. 
Można zobaczyć dwa starożytne teatry, dwa różne miasta i dwa zupełnie odmienne sposoby zwiedzania.

Fajnie gdy obok miejsc, które zna każdy, trafiają się też te, o których niewiele osób słyszało. Warto było na chwilę zatrzymać się i wgłębić trochę w historię.

Ejderin Gözü

Jadąc dalej wzdłuż tureckiego wybrzeża namierzyłyśmy fajną atrakcję, jaką jest naturalny basen skalny przy morzu. Zamarzyła się nam kąpiel w takim basenie więc postanowiłyśmy tam zejść. Niestety był już wieczór a zejście do basenu okazało się trudne dla kogoś, kto nie zna okolicy. Nie ma tu schodów, trzeba się wspinać po skałach. Dotarcie do krawędzi basenu jest trudne bo nie wiadomo którędy iść. My doszłyśmy do basenu ale nie szło do niego zejść bo byłyśmy za wysoko.  Trzeba by spędzić tam więcej czasu by znaleźć odpowiednią trasę do zejścia. Podobno trzeba zacząć znacznie dalej po prawej stronie, a potem iść równolegle do skał, żeby dotrzeć do celu.
Tego dnia jednak były fale i w baseniku woda pieniła się jak w kotle więc stwierdziłyśmy, że nie ma co kombinować bo i tak się tam nie wykapiemy. Byłoby to zbyt niebezpieczne.





Posiedziałyśmy na skałach i przemieściłyśmy się na nocleg na znaną wszystkim vanliferom plażę Mavikent. Zdążyłyśmy na zachód słońca.






Yavu, Demre, Vanlife Turcja - 17.09.2024

You Might Also Like

0 komentarze