Kanion Saklikent – przygoda w lodowatej wodzie

października 02, 2026



Są takie dni w vanlife, których nie da się zaplanować. I właśnie dlatego pamięta się je najbardziej. 
Na naszej trasie przez Turcję miałyśmy okazję spotkać kolejną instagramową ekipę, tym razem gray_wolf_van, z którymi znałyśmy się już od jakiegoś czasu ale niestety tylko online. Nasze trasy wreszcie się zazębiły i mogłyśmy poznać ich na żywo. Gośka, Marek i Bruno, mimo późnej już godziny czekali na nas nad rzeką Dargaz Stream, gdzie wspólnie spędziliśmy wieczór na rozmowach i śmiechu. 




Poranek nad rzeką również był wyjątkowy. Dopiero za jasności zobaczyłyśmy w jak pięknym miejscu spałyśmy. Śniadanie nad rzeką, szum wody i świadomość, że za chwilę ruszamy razem na trekking do jednego z najbardziej niesamowitych miejsc w tej części Turcji – Saklikent Gorge. Co prawda Gray Wolfy już tu kiedyś byli ale postanowili iść z nami raz jeszcze. I wtedy zaczęła się przygoda.






Saklikent Gorge – wielka przygoda w lodowatej wodzie

Saklikent – ukryte miasto wśród skał

Saklikent oznacza po turecku „ukryte miasto” i trudno o lepszą nazwę dla tego miejsca. Kanion znajduje się w południowo-zachodniej Turcji, niedaleko Fethiye, na terenie Parku Narodowego Saklikent. Od Fethiye dzieli go około 50 kilometrów. I naprawdę robi wrażenie.
Kanion Saklikent ma około 18 kilometrów długości, a jego ściany wznoszą się miejscami nawet na 300 metrów. Kanion przez tysiące lat był kształtowany przez wodę, która powoli drążyła skały, tworząc niezwykle wąskie i strome przejście. W najwęższych miejscach ściany są tak blisko siebie, że niebo niemal znika z pola widzenia.






Najciekawsze jest jednak to, że Saklikent nie jest typowym kanionem, który ogląda się z punktu widokowego. Tutaj wchodzi się do środka. I idzie rzeką.





Woda jest tu lodowata nawet latem, ponieważ do głębokiego kanionu dociera bardzo niewiele słońca. Wiosną poziom wody jest jeszcze wyższy z powodu topniejącego śniegu z gór Taurus, dlatego przejście jest wtedy znacznie trudniejsze. Latem warunki są bardziej sprzyjające i można bez problemu wejść w głąb kanionu. I właśnie tak chciałyśmy go zobaczyć.


Saklikent Gorge – bez przewodnika

Na miejscu pojawił się przewodnik, który chciał nam pomóc przejść trasę. Problem w tym, że za tę pomoc chciał całkiem sporo euro. Oczywiście nie zamierzaliśmy korzystać z jego usług, mając Marka ze sobą. Marek to człowiek orkiestra, a Saklikent to nie jest zwykły trekking po wygodnej ścieżce. Początek prowadzi jeszcze po przygotowanej trasie, ale później zaczyna się prawdziwa zabawa i nie każdy się na nią decyduje. Wejście do lodowatej rzeki, śliskie kamienie, głazy i skały, po których trzeba się wspinać. 












Oficjalne informacje podają, że z całego, 18-kilometrowego kanionu dla zwykłych odwiedzających dostępny jest tylko fragment, a przejście całej trasy wymaga profesjonalnego sprzętu i doświadczenia w canyoningu. My nie planowaliśmy żadnej profesjonalnej wyprawy. Chcieliśmy po prostu wejść tak daleko, jak damy radę. 
Marek pomagał nam wdrapywać się na skały i znajdować najlepsze miejsca, żeby przedostać się dalej. 
– Tutaj tędy.
– Podaj rękę.
– Postaw nogę tutaj.
– Dasz radę!
I szliśmy dalej. 





Woda, skały i coraz większa frajda

Im dalej wchodziliśmy, tym bardziej kanion przestawał przypominać miejsce turystyczne, a zaczynał być prawdziwą przygodą.
Woda płynęła między skałami, a my brodziliśmy w niej, przeskakiwaliśmy z kamienia na kamień i co chwilę zastanawialiśmy się, jak pokonać kolejną przeszkodę.
Ściany kanionu były ogromne. Patrząc w górę, można było zobaczyć tylko wąski pasek nieba. I właśnie wtedy człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego Saklikent jest uważany za jedno z najbardziej niezwykłych miejsc przyrodniczych w tej części Turcji.
To nie jest miejsce, które można w pełni poczuć stojąc przed wejściem i robiąc zdjęcie. Trzeba wejść do środka. Trzeba poczuć zimną wodę pod stopami, śliskie skały pod rękami i zobaczyć te potężne ściany z perspektywy dna kanionu.
Nie było pośpiechu. Nie było wyznaczonego celu, który trzeba było koniecznie osiągnąć. Była rzeka, skały, śmiech i grupa ludzi, którzy po prostu chcieli przeżyć razem coś fajnego.



















Kąpiel w lodowatej rzece

Po takim trekkingu człowiek jest zmęczony, rozgrzany i… zdecydowanie potrzebuje ochłody. Tylko że w przypadku rzeki w Saklikent określenie „ochłoda” jest chyba lekkim niedopowiedzeniem. Woda była lodowata. Ale skoro już byliśmy nad rzeką, to oczywiście musieliśmy się wykąpać. Wejście do niej wymagało chwili odwagi, ale kiedy już człowiek znalazł się w wodzie, było niesamowicie. Zimno aż bolało, ale po trekkingu było to dokładnie to, czego potrzebowaliśmy.


Gözleme na zakończenie

Po wyjściu z kanionu przyszedł czas na najważniejszą część każdej dobrej wyprawy – jedzenie. Przy wejściu do Saklikent znalazłyśmy małą knajpkę i zamówiłyśmy gözleme. Po kilku godzinach chodzenia po skałach, brodzenia w wodzie i wspinania się po kamieniach smakowało absolutnie obłędnie. Proste jedzenie, a po takiej przygodzie – prawdziwa uczta. To był naprawdę dobry dzień.






Wieczorem przemieściliśmy się wspólnie na nocleg na piękną spokojną plażę, gdzie pierwszy raz przyrządziłyśmy okrę/bamje :) 





Niby kilka prostych rzeczy, a razem stworzyły wspomnienie, które zostanie z nami na długo. I właśnie za takie momenty kochamy podróżowanie vanem. Za zajebistych ludzi spotykanych po drodze. Za spontaniczne decyzje. Za miejsca, do których trafiamy trochę przypadkiem. Za dni, których nie da się zaplanować. 

Saklikent, Vanlife Turcja - 16.09.2024

You Might Also Like

0 komentarze