Kayaköy – miasto, które zatrzymało się w czasie
sierpnia 17, 2026
Są takie miejsca w podróży, w których trudno zrobić zdjęcie i po prostu ruszyć dalej. Kayaköy na południowo-zachodnim wybrzeżu Turcji okazało się właśnie jednym z nich.
Kayaköy – opuszczone miasto w Turcji, które zrobiło na nas wrażenie
Do Kayaköy przyjechałyśmy trochę bez większego planu. Byłyśmy w okolicach Fethiye i szukałyśmy miejsca, do którego możemy podjechać naszym vanem, pochodzić i potem ruszyć dalej. Kiedy zobaczyłyśmy w google maps zdjęcia opuszczonego miasta na zboczu góry, od razu chciałyśmy tam pojechać.
Zostawiłyśmy vana i ruszyłyśmy w górę. Przed nami rozciągało się całe zbocze zabudowane kamiennymi domami. Tylko że zamiast normalnego miasteczka były tam puste ściany, resztki dachów, okna bez szyb i wąskie ścieżki prowadzące pomiędzy ruinami. Trochę dziwnie. Trochę niesamowicie.
Co właściwie stało się z Kayaköy?
Kayaköy, nazywane również Levissi, było kiedyś zamieszkane głównie przez greckojęzycznych chrześcijan. Były tutaj domy, sklepy, szkoły i kościoły. Dzisiaj zostały po nich głównie kamienne mury.
Historia tego miejsca jest niestety dużo mniej romantyczna, niż mogłoby się wydawać. W 1923 roku, w związku z wymianą ludności między Grecją a Turcją, mieszkańcy Kayaköy musieli opuścić swoje domy. I właściwie od tego momentu miasto zaczęło umierać. Próbowano je później zasiedlić, ale Kayaköy już nie wróciło do dawnego życia. Domy zaczęły niszczeć i z czasem powstało miejsce, które możemy oglądać dzisiaj.
Kiedy chodzimy między ruinami, trudno nie pomyśleć o tym, że jeszcze nie tak dawno temu ktoś tutaj mieszkał. Ktoś rano otwierał te drzwi, robił śniadanie, wychodził do pracy czy prowadził dzieci do szkoły. Dzisiaj przez te same miejsca przechodzą turyści.
Spacer między ruinami
Najbardziej podobało nam się to, że Kayaköy można zwiedzać bez pośpiechu. Nie miałyśmy konkretnego planu. Po prostu chodziłyśmy od jednej uliczki do drugiej, zaglądałyśmy do pustych domów i co jakiś czas zatrzymywałyśmy się, żeby popatrzeć na widok.
W niektórych miejscach zachowały się fragmenty kominów, łukowate okna czy kolorowe pozostałości tynku, w niektórych fasady powoli przejmuje natura.
Największe wrażenie zrobiły na nas kościoły znajdujące się wyżej na zboczu. Są zniszczone, ale nadal można zobaczyć, jak ważnymi budynkami musiały być kiedyś. Im wyżej wchodziłyśmy, tym lepiej było widać całe Kayaköy. I dopiero z góry można naprawdę zobaczyć, jak ogromne było to miejsce.
Trochę dziwnie, trochę pięknie
Kayaköy ma w sobie coś trudnego do opisania. Z jednej strony jest pięknie. Kamienne domy na zielonym zboczu, widoki na okoliczne góry i światło, które w ciągu dnia zupełnie zmienia wygląd ruin.
Z drugiej strony cały czas ma się świadomość, że to opuszczone miasto. Nie ruiny po starożytnej cywilizacji sprzed tysięcy lat, tylko miejsce, z którego ludzie zostali wysiedleni stosunkowo niedawno.
To sprawia, że spacer tutaj jest trochę inny niż zwiedzanie typowych zabytków. Zamiast zastanawiać się, jak zbudowano dany budynek, zaczynamy myśleć o tym, kto w nim mieszkał.
Po kilku godzinach spaceru wróciłyśmy do naszego vana Badylka i ruszyłyśmy dalej. Namierzyłyśmy po drodze fajne miejsce na uzupełnienie kalorii, a potem ruszyłyśmy na spotkanie z Gray Wolfami - gray_wolf_van , którym już trochę kończyła się cierpliwość do czekania na nas ale jednak czekali.
A Kayaköy zostało nam w głowach na długo.




































0 komentarze